~Rozdział VI~
-No i tutaj właśnie mam dla ciebie smutną wiadomość. Otóż
inna ekipa rozmawiała już z lekarzami. Robili wszystko, co w ich mocy, ale
niestety… to znaczy Jacek żyje, oczywiście, ale…- tu zatrzymał się na chwilę.
Sam nie wiedział, jak przekazać tę informację dziewczynie
jednocześnie delikatnie, ale i stanowczo.
Po krótkiej chwili ciszy znów podjął próbę wyjaśnień.
-Jacek miał operację. Udało im się go uratować, jednak
chłopak stracił władzę w nogach-odparł szybko pełnym napięcia głosem.
Sam nie wiedział, jakiej spodziewać się reakcji. W końcu coś
takiego dla niektórych może być gorsze, niż śmierć. W napięci oczekiwał na
odpowiedź posterunkowej, jednak cisza w słuchawce przedłużała się, słychać było
tylko głęboki, urywany oddech Olki.
-Ola…?Wszystko w porządku?-spytał niepewnie Maciek. Jednak
dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że jego pytanie było kompletnie
bezsensowne. Szybko pożałował swojej decyzji.
-Dziękuję za informację Maciek, do zobaczenia- usłyszał
pusty głos Oli.
Oczyma wyobraźni wyobrażał sobie bladą, drżącą dziewczynę z
bezradnością i lękiem w oczach.
Miał nadzieję, że razem z nią i Jackiem będzie dobrze. Lubił
tę parę i mocno im kibicował.
Postanowił jednak dłużej nie roztrzepywać tego tematu i
wrócić do służby.
….
-Olka…hej, Ola. Co się stało?-spytał drżącym głosem Tomek
patrząc z napięciem na posterunkową.
Jednak ta tylko, bardzo blada patrzyła pustym wzrokiem w
przestrzeń. Po chwili jej usta zaczęły drzeć, a po twarzy przywodzącej na myśl
drogocenną porcelanę zaczęły lecieć łzy. Jedna po drugiej osuwały, opadając w
dół. Dziewczyna oparła się o beżową ścianę budynku i powoli osuwała się w dół.
Tomek zareagował natychmiast, podtrzymując posterunkową i pomagając jej usiąść
na marmurowych schodach.
-Ola.. co się dzieje? Źle się poczułaś, co z Jackiem?- zadał
to pytanie tylko dla ‘’zasady’’.
Po reakcji dziewczyny spodziewał się, jaka będzie jej
odpowiedź. W jego oczach zaczęły zbierać się łzy, jednak ten natarczywie je
powstrzymywał. Musiał dowiedzieć się od posterunkowej co tak naprawdę się wydarzyło. Pochylił się
nad nią i delikatnie potrząsnął jej ramiona.
Ola, niczym piękna księżniczka wybudzona ze snu spojrzała na
niego nieprzytomnym wzrokiem.
Wpatrywała się na niego przez dłuższą chwilę, aż w końcu
uspokoiła się na tyle, by móc spokojnie
Mówić. Wzięła głęboki oddech i zaczęła wyjaśnienia.
-Dzwonił Maciek, policjant z drogówki. Jacek miał wypadek,
przewieźli go do szpitala, ale okazało się, że stracił władzę w nogach- opowiedziała
po krótce tym samy, pustym wzrokiem, patrząc w jeden punkt na ścianie.
Tomek, niczym zaatakowany niewidzialną siłą zaczął powoli opadać w dół, jednak ściana znajdująca się za nim skutecznie to powstrzymała.
Zacisnął oczy, twarz ukrył w dłoniach. Nie był w stanie stwierdzić, co teraz czuje. Żal? Rozpacz? Nie. To była… pustka. Nie docierało to do niego. Jego mały, kochany braciszek… to nie może być prawda. To tylko zły sen z którego zaraz się wybudzi, otrząśnięty delikatnym pocałunkiem Julii. To nie może być prawdą.
Gwałtownie stanął na równe nogi podchodząc bliżej Olki. Dziewczyna nie wyglądała najlepiej, ale nie to się teraz liczyło.
-Ola, wstawaj, jedziemy do Jacka. Dasz radę?-spytał stanowczym głosem.
Nawet jeśli to co mówiła okazałoby się prawdą, nie mógł teraz sobie pozwolić na słabość. Jacek ich teraz potrzebuje, bardziej, niż kiedykolwiek.
Blada jeszcze dziewczyna spojrzała na niego już nieco bardziej pewnie. Pokiwała głową i próbowała wstać, ale gdyby nie szybka reakcja Tomka miałaby ona bliskie spotkanie z podłogą.
-Jesteś pewna, że dasz radę? Prawdę mówiąc, nie wyglądasz najlepiej- zmierzył ją bacznym wzrokiem.
Dziewczyna drżała, widać było, że przejmuje się całą tą sytuacją.
-Chcę być przy Jacku tak samo, jak i ty. Pośpieszmy się lepiej- odrzekła już swym standardowym, stanowczym głosem i skierowała się do wyjścia, a Tomek poszedł za nią.
Wsiedli do samochodu i skierowali się w kierunku szpitala.
Po kilku pełnych napięcia minutach ich oczom ukazał się śnieżnobiały, dobrze znany im budynek- szpital Św. Ducha.
Bez słowa weszli do środka, kierując się do recepcji. Powitała ich tam starsza kobieta, ubrana w niebieski fartuch. Postanowili bez owijania w bawełnę przejść do konkretów.
-Szukamy Jacka Nowaka, podobno został tutaj przewieziony kilka godzin temu..-zaczęła niepewnie Ola.
-Tak, owszem. A państwo są…?- pielęgniarka przyjrzała im się uważnie.
Nie wyglądali zbyt dobrze, obydwoje wyglądali na zmęczonych, ale i zdesperowanych. Chciała im pomóc, jednak wiedziała, że bez formalności udzielenie informacji będzie niemożliwe.
- Nazywam się Tomasz Nowak, a to jest Aleksandra Wysocka. Ja jestem bratem poszkodowanego, a to jego dziewczyna- tym razem odezwał się Tomek.
Denerwowała go cała ta sytuacja. Chciał jak najszybciej dowiedzieć się, co z Jackiem, a ta kobieta tylko mu to utrudniała.
-Pański brat leży w Sali numer 30 na drugim piętrze. Opiekuje się nim doktor Nataniel Wodzicki. Sądzę jednak…
-Dziękujemy bardzo!- wykrzyczała zdenerwowana Ola natychmiast kierując się pod wskazane miejsce.
Ta sytuacja nie wpływała dobrze ani na nią, ani na Tomka. Nie powinni tak naskakiwać na pielęgniarkę, w końcu chciała im pomóc. Postanowiła, że po wszystkim przeprosi ją, jednak nie było na to czasu. Wbiegła na drugie piętro, słysząc za sobą dźwięk butów starszego Nowaka.
Gdy weszli na górę natychmiast zajęli się poszukiwaniem Sali numer 30.
Znajdowała się ona na samym końcu korytarza. Olka, nie zastanawiając się wiele postanowiła otworzyć drzwi, jednak ktoś złapał ją od tyłu i odciągnął od nich. Zaskoczona dziewczyna odwróciła się na pięcie i zobaczyła drobną, szczupłą pielęgniarkę ubraną w biały, lekko przybrudzony fartuch. Miała zatroskaną, młodzieńczą twarz i wyniosłe szare oczy, które ładnie kontrastowały z jej blond włosami.
-Nie może pani wchodzić do tej Sali bez pozwolenia lekarza. Znajdują się tam pacjenci tylko w ciężkim stanie- odrzekła z anielską cierpliwością.
Widać było, że jest już przyzwyczajona do takich sytuacji.
-Proszę pani, tam leży mój chłopak, miał wypadek. Muszę się z nim zobaczyć!- niemal wykrzyczała bezradnie Ola.
-Rozumiem, przykro mi, ale jak już wcześniej mówiłam, nie może pani tam wejść bez pozwolenia lekarza. Wie pani który opiekuje się pańskim chłopakiem?- spytała z tą samą słodką troską dziewczyna.
-To był… doktor Nataniel Wodzicki, o ile dobrze pamiętam.
-Świetnie! Myślę, że wiem, gdzie jest teraz pan doktor. Proszę tu chwilkę poczekać.
-Dziękuję… dziękuję pani!-wykrzyczała Ola i zrobiła coś, czego nikt się nie spodziewał. Podeszła bliżej do dziewczyny i mocno ją przytuliła.
Pielęgniarka, na chwilę oszołomiona tym, co się stało patrzyła tylko na Olę, ale po chwili odwzajemniła uścisk.
-Nie ma problemu, to moja praca. A teraz, jeśli pani pozwoli, pójdę poszukać pana doktora- odpowiedziała kobieta wyślizgując się z objęć policjantki.
Olka posłusznie wypuściła ją i podeszła bliżej szklanych drzwi sali.
Przycisnęła nos do zimnego szkła, rozglądając się za Jackiem.
Po krótkiej chwili poszukiwania znalazła go. Leżał na śnieżnobiałym ,szpitalnym łóżku. Mimo, iż dziewczyna patrzyła przez szybę, to i tak mogła zauważyć, że jej ukochany nie wygląda najlepiej. Był blady, a jego delikatna, jak najpiękniejsze szkło twarz było teraz przybrudzona i podrapana. Włosy, niegdyś starannie przyczesane, teraz układały się każdy w swoją stronę.
Był podpięty do urządzenia monitorującego pracę serca, ,które wydawało z siebie równomierny, cichy pisk, będący jedynym dźwiękiem wydobywającym się z pokoju.
Na ten widok w ochach Olki pojawiły się łzy. Tak bardzo chciała wejść teraz do niego, przytulić go…
Jednak nie mogła. Musiała czekać na jakąś durna zgodę lekarza.
Zauważyła, ze obok niej stoi Tomek, tak samo patrząc na łóżko Jacka. Jednak po jego twarzy nie można było doszukać się żadnych uczuć, widocznie znów schował je za maskę spokojnego i opanowanego męża i ojca.
-Proszę pani..-usłyszała obcy, męski głos i aż podskoczyła. Szybko odwróciła się.
Zobaczyła lekarza, mężczyznę w średnim wieku, ubranego w typowy, lekarski stój. Był blondynem o całkiem ładnych, piwnych oczach. Spoglądał na Wysocką łagodnym wzrokiem zza swoich małych, drucianych okularów.
-To pani jest dziewczyną Jacka Nowaka, zgadza się?- spytał zapobiegawczo.
-Tak, to prawda. Panie doktorze, co się dokładnie stało?- spytała Olka. Chciała dowiedzieć się więcej na temat stanu zdrowia Jacka.
-Jak już pani zapewne wie, pan Jacek miał wypadek. Musieliśmy niestety go operować, wtedy właśnie odkryliśmy, że pański chłopak doznał urazu rdzenia kręgowego, a co za tym idzie, stracił władzę w nogach. Robiliśmy wszystko, by go uratować, jednak tej straty nie mogliśmy naprawić. Pan Nowak na chwilę obecną jest jeszcze nieprzytomny, ale myślę, że jego przebudzenie jest kwestią kilku godzin- odrzekł swoim chłodnym i wyważonym głosem doktor Nataniel.
Obserwował bacznie reakcję dziewczyny na usłyszane wieści. Zdarzały mu się przypadki, kiedy przerażeni ludzie dostawali ataku histerii lub mdleli na jego oczach.
Jednak ta dziewczyna zdawała się być inna, silniejsza. Trzymała się całkiem dobrze i zamiast wykrzykiwać, że to jego wina i błagać Boga o pomoc ,spytała tylko:
-Czy będę mogła do niego wejść?-spytała z nadzieją w swoich błękitnych oczach.
-Przykro mi, ale to teraz jest niemożliwe. Pan Jacek musi odpoczywać. Przykro mi, ale mam innych pacjentów. Do widzenia państwu- odrzekł ze sztywnym ukłonem skierowanym w stronę Olki i Tomka.
Dziewczyna odwzajemniła pożegnanie i razem z Tomkiem wbiła smętnie wzrok w jej ukochanego, od którego dzieliła ją warstwa chłodnej, grubej szyby.
Nagle usłyszała za sobą znajomy, ciepły głos.
~~~~~
Szósty rozdział za nami!
Miał pojawić się w tamtym tygodniu, jednak niestety się z nim nie wyrobiłam. W nagrodę za zwłokę jest on nieco dłuższy od poprzednich.
Co sądzicie? Spodziewaliście się takiego obrotu sytuacji? Jak myślicie, czyj głos usłyszała Ola i kiedy Jacek się wybudzi?
To wszystko już w kolejnym rozdziale!
Mam dla was również dobre wieści. Teraz zaczął mi się okres
bezczynnego, dwutygodniowego leniuchowania i mam nadzieję, że znajdę więcej
czasu na pisanie.
Mam w planach również miniaturkę z podwójnej
okazji-walentynek i zbliżających się wielkimi krokami rocznicy 5000 tysięcy wyświetleń.
Co o tym myślicie? Chcielibyście miniaturkę, czy kolejny
rozdział?
Dziękuję za uwagę i do następnego c;
~~~~~
Rozdział super. Tyle emocji... Jacek pewnie niedługo się wybudzi, ale czy będzie chodził? :( Czekam z niecierpliwością na next.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
żabka
Dziękuję bardzo,również pozdrawiam c;
UsuńŚwietne rozdział.
OdpowiedzUsuńZ niecierpliwością czekam na next. Zapraszam na mojego bloga.
Pozdrawiam i życzę weny.
S.t.o.
Dziękuję bardzo,również pozdrawiam c;
UsuńSuper Opowiadanie
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i czekam z niecierpliwością na next Magda
Dziękuję bardzo,również pozdrawiam ^^
UsuńSwietnie opowiadanie chociaż bardzo smutne :(
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Paulina
Dziękuję c;
UsuńNiestety,ale mogę zagwarantować,że ten smutek prędzej,czy później minie ^^
Opowiadanie genialne tale w nim emocji najważniejsze że Jacek żyje . Pozdrawiam w
OdpowiedzUsuń