niedziela, 3 kwietnia 2016

Rozdział IX

~Rozdział IX~

Mały chłopiec biegł z zawrotną prędkością po schodach wpadając przy tym na sąsiadów. Słyszał za sobą tylko gniewne, szydercze śmiechy, jednak ani razu się nie odwrócił. Szedł przed siebie aż w końcu dotarł pod drzwi mieszkania numer 47. Zatrzymał się, otarł pot z czoła i biorąc głęboki wdech zapukał. Prze dłuższą chwilę odpowiadała mu cisza, jednak szybko została ona przerwana przez głośny odgłos stóp. Powitał go jak zwykle ciepły głos pana Wysockiego -policjanta, bohatera każdego chłopca na tym osiedlu.
-Witaj, Alan. Co cię sprowadza?-rzekł z uśmiechem. Lubił malucha, zresztą, poniekąd nie miał wyboru. Gdyby jego córka dowiedziała się, że ktokolwiek wypowiada się o nim nieprzychylnie to najprawdopodobniej nie odezwałaby się do niego do końca życia.
-Dzień dobry panu…czy Ola jest w domu?- spytał, dysząc ciężko. Szybki bieg z parteru na trzecie piętro kosztował go nieco energii.
-Tak, jest. Zawołać ją?- spytał, jednak wiedział, że odpowiedź jest oczywista. Alan pokiwał jedynie energicznie głową i zaczął przebierać nogami z niecierpliwienia.
Wysocki zaśmiał się. Odwrócił się i zawołam swoją córkę, która jakby tylko na to czekała wyskoczyła z pokoju i już po kilku sekundach stała pod drzwiami, witając się z Alanem. Dziewczynka spojrzała na niego z wyczekiwaniem, czekając, aż coś powie.
-Tak, możecie iść się pobawić- ojciec i córka rozumieli się bez słów. Zresztą, Alan był tu na tyle częstym gościem, że zdążył się już przyzwyczaić do ich pomysłów.
Uradowana Olka wciągnęła tylko szybko pantofelki i nałożyła cieniutki płaszczyk. Pożegnała się z ojcem i już po chwili była na podwórku ich osiedla. Nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zarówno jej jak i jemu uśmiech zszedł z twarzy, a obydwoje mieli teraz twarze poważne, jak na pogrzebie.
-To znowu on, prawda?- spytała Ola. Pytała,  choć znała już odpowiedź. Nie dało się nie zauważyć tego, że jej towarzysz przez cały czas trzymał ręce w kieszeniach swojej za dużej o kilka rozmiarów bluzie.
Alan odwrócił jedynie wzrok. W jego oczach zbierać się łzy, która za wszelką cenę chciał ukryć przed przyjaciółką. Ta patrzyła na niego w milczeniu. Stali tak przez kilka chwil, każdy pogrążony w swoich myślach. Ciszę tą przerwały słowa Alana i jego nieśmiały gest. Złapał ją za rękę i prowadził przed siebie. Ola nigdy nie szła tą drogą, jednak nie opierała się. Wiedziała, że Alan nigdy nie zrobi jej krzywdy.
Kiedy przekroczyli róg starej mleczarni, znajdującej się za ich blokiem, oczom dzieci ukazał się niewielki lasek. Ola spojrzała na swojego towarzysza zdezorientowana. Nigdy nie była w tym miejscu. Ten jednak spojrzał na nią zachęcająco i obydwoje skierowali się w głąb drzew.

To, co zobaczyła tam Aleksandra przerosło jej najśmielsze oczekiwania. Między kilkunastoma ogromnymi drzewami rozciągała się szeroka, długa rzeka, płynąca spokojnie w blasku słońca. Wzdłuż niej rozciągały się drobne, wiosenne kwiatki rosnące na świeżej, jaśniutkiej trawie. Wszystko to wyglądało tak zwyczajnie i niepozornie, jednak dla dzieci spędzających cały swój czas w czterech ścianach lub na maleńkim podwórku było to naprawdę coś.
Po dłuższej chwili bezmyślnego wpatrywania się w otoczenie Ola w końcu podjęła rozmowę.
-Jak ty to znalazłeś?- spytała Alana oniemiała.
Ten tylko wzruszył skromnie ramionami i uśmiechnął się.
-Nic takiego. Pani sprzedająca na naszym osiedlu leśne kwiaty wskazała mi to miejsce.
Dziewczynka pokręciła głową ze zrozumieniem. Lubiła tą starszą panią, jednak zawsze wydawała jej się nieco dziwna.
-A teraz mów, co się stało- orzekła stanowczo Olka, czekając na odpowiedź kolegi.
Ten znów uparcie milczał, jednak tym razem wyjął rękę z kieszeni. Oczom Oli ukazał się, łagodnie mówiąc, niezbyt przyjemny widok. Cała dłoń była brudna, poraniona, widać było, że jeszcze trochę i może wdać się tam zakażenie. Dziewczynka odskoczyła i z krzykiem przyciągnęła dłoń do ust. Alan, nieco wystraszony jej reakcją schował rękę z powrotem do kieszeni.
-Ojciec zdenerwował się, bo wróciłem za późno z naszego spotkania. Uderzył mnie butelką. Celował w twarz, ale ja zasłoniłem się rękoma.- powiedział tak, jakby rozmawiali o pogodzie.
Cały czas uparcie przyglądał się drzewu rosnącemu za Olą.
-Dlaczego nie powiedziałeś o tym nikomu dorosłemu?! Oni by ci pomogli, a teraz? Może ci się stać większa krzywda!- wykrzyczała Olka, patrząc oskarżycielsko na przyjaciela.
-A co to mi da? Muszę wytrzymać. Przecież to tylko jeszcze…8lat-rzekł, licząc to na swoich długich, chudych palcach.
Ola patrzyła na niego jak na wariata. Jak on chce wytrzymywać z ojcem alkoholikiem jeszcze 8 lat?
Dziewczynka zaczęła się cofać. Po chwili gwałtownie odwróciła się i pobiegła w stronę domu.
-Nie pozwolę ci cierpieć tak długo!-wykrzyczała, oddalając się od Alana. Biegła, ile sił w nogach, musiała powiedzieć to ojcu. W końcu jest policjantem, niech coś zrobi!
-Ola, błagam cię, nie mów nikomu- krzyknął chłopiec do przyjaciółki. Jego głos brzmiał tak bardzo rozpaczliwie…jednak dziewczyna nie usłyszała go, była za daleko.

~~~
Rozdział dziewiąty już za nami!
Postanowiłam przybliżyć wam nieco historię Oli i Alana.
I standardowo kilka pytań:Ola postanowiła wyjawić ''sekret'' Alana jej ojcu.Jak sądzicie, jakie będą tego konsekwencje.Pozytywne,czy może negatywne?Co stanie się potem?
Pozdrawiam cieplutko i do następnego!
~~~

sobota, 2 kwietnia 2016

Rozdział VIII

~Rozdział VIII~

Dziewczyna odwróciła się gwałtownie, powodując tym samym spektakularny upadek. Jednak kiedy jej głowa była już kilka centymetrów przy ziemi została szarpnięta ku górze przez silne ramiona. Natychmiast wyrwała się, upadając. Mężczyzna stający nad nią, cofnął się i pokręcił głową z politowaniem.
-No i po co ci to było? Teraz będziesz cała poobijana.-powiedział krytycznie. 
Ola przyjrzała mu się bliżej. Był to około trzydziestoletni mężczyzna ubrany w luźną bluzę i niebieskie dżinsy. Miał długie, brązowe włosy, szare oczy…ot, facet, jakich we Wrocławiu wielu.  Jednak jej uwagę przyciągnął jeden szczegół. Szczegół, który mógł być z łatwością pominięty, jednak czujne oko policjantki wyłapało go bez problemu. A była to mianowicie jego dłoń, a raczej to, co się na niej znajdowało. Przez długość palca wskazującego ciągnęła się długa, ciemna blizna, która nieumiejętnie próbowała być ukryta przez podkład kryjący. Ola patrzyła na nieznajomego dłuższą chwilę, aż w końcu zdenerwowany mężczyzna zamachnął się i schował rękę do kieszeni. Nagle zaczął na nią spoglądać wrogo.
-Co się tak gapisz? Przecież dobrze wiesz, skąd ona się wzięła, nie udawaj greka -rzekł, udając urażonego.
Posterunkowa patrzyła na niego jeszcze przez chwilę, a potem wstała, otrzepując kurz ze spodni.
-Przepraszam, musiał mnie pan z kimś pomylić.-opowiedziała dyplomatycznie, odwracając się i idąc przed siebie.
Znów usłyszała ciężki tupot, mężczyzna widać zerwał się do biegu. Kiedy już znaleźli się na tej samej odległości szarpnął ją za ramię i siłą odwrócił ,sprawiając, że ich twarze dzieliły teraz centymetry.
Olka wystraszyła się nie na żarty. Próbowała się szarpać, jednak mężczyzna nadal trzymał ją w żelaznym uścisku. Po kilku próbach przestała i tylko spokojnie czekała na dalszy rozwój sytuacji. W końcu była policjantką, nie odważyłby się zrobić jej krzywdy! Uniosła głowę, patrząc prosto w wyniosłe oczy mężczyzny. Ten cały czas intensywnie się jej przyglądał.
Trwało to kilka minut. W końcu chłopak puścił ją.
-A więc naprawdę mnie nie pamiętasz?- spytał już nico łagodniejszym tonem, a jego chłodne oczy zostały przysłonięte mgiełką nostalgii.
-Powtarzam po raz kolejny: zaszła jakaś pomyłka! Musiał mnie pan z kimś pomylić, pierwszy raz pana widzę!- wykrzyczała Olka, oddalając się kilka kroków od nieznajomego. Ten tylko nieznacznie się uśmiechnął.
-Nic się nie zmieniłaś, wiesz?-powiedział nadal się uśmiechając. Pochylił się i zaczął szukać czegoś w skórzanej torbie, przewieszonej na ramieniu. Po chwili wyciągnął stary, zużyty portfel. Podał go posterunkowej.
Ona spojrzała na niego jak na wariata. Po co jej niby portfel jakiegoś obcego gościa?
Mężczyzna widząc jej wzrok jedynie westchnął, ale cierpliwie wyciągnął jej go z ręki, otworzył i pokazał ponownie. 
Nie było tam nic szczególnego, kilka groszówek, jakieś drobiazgi…jednak jedna rzecz zwróciła uwagę posterunkowej. Było to stare, zniszczone zdjęcie wsadzone za materiał przedmiotu. Wyjęła je i obejrzała dokładnie. Przedstawiało dwójkę dzieci: chłopca i dziewczynkę, młodych, najwyżej dziesięcioletnich. Znacznie się od siebie różnili. Ten pierwszy miał na sobie stare, zniszczone spodenki i porwaną bluzkę. Jednak pomimo tego był bardzo ładny. Miał krótkie, niechlujnie ułożone brązowe włosy i ciepłe, brązowe oczy. Jego koleżanka zaś była bardzo zadbana, ubrana w idealnie wyprasowaną, niebieską sukieneczkę, a długie, brązowe włosy miała spięte w dwa kucyki. Oboje trzymali się za rączki i mimo znaczących różnic uśmiechali się szeroko, sprawiają wrażenie dobrych przyjaciół. I było tam jeszcze coś…blizna. Na lewej dłoni chłopca. Wyglądała na świeżą. Miała intensywny, różowy odcień, wyglądała, jak rana po cięciu szkłem.
Olka nagle przypomniała sobie wszystko. Wzięła głęboki, gwałtowny wdech i spojrzała na mężczyznę stojącego przed nią. Ten tylko pokiwał głową i spojrzał na nią smutno.
-A więc przypomniałaś sobie, Oleńko? Miło mi to…widzieć- uśmiechnął się łagodnie, ale jego oczy nadal pozostawały smutne.
-Alan, ja…-i co właściwie chciała mu powiedzieć? ‘’Wybacz, że o tobie zapomniałam’’? Nic, co przychodziło jej na myśl nie brzmiało zbyt sensownie.  Stała tam tylko i przez dłuższą chwilę patrzyła na niego oniemiała. W jej oczach zaczęły zbierać się łzy. Alan podszedł do niej i delikatnie się uśmiechnął. Objął posterunkową. Z początku nieśmiało, potem coraz pewniej, a ta nawet się nie opierała. Miała dość.
-Nie płacz. Wiesz, że i ja się wtedy źle czuję-popatrzył na nią z troską i otarł jej łzy.
Olka przez cały ten czas się nie odzywała .Nie wiedziała, jak powinna się zachować. Po prostu stała tam i czekała na dalszy rozwój sytuacji. Po chwili młodzi oderwali się od siebie. Alan gładził delikatnie jej ramię, ona odwróciła wzrok, tym razem uparcie wpatrując się w ziemię, jednak zaraz poczuła na swojej twarzy wilgotny materiał, który szczelnie został dociśnięty do jej nosa. Natychmiast szarpnęła się, bo dobrze wiedziała, co to oznacza. Kłopoty.
Spojrzała na Alana z zaskoczeniem, co on robił? Oszalał? Próbowała krzyczeć, jednak żadne dźwięk nie wydobywał się z jej ust. Jej powieki stawały się coraz cięższe, a i po chwili nogi odmówiły jej posłuszeństwa. Ostatnie, co zobaczyła, to przepraszający wzrok mężczyzny, który przytrzymał ją przed upadkiem.
Chłopak podniósł nieprzytomną dziewczynę i delikatnie wziął ją na ręce. Z ogromną troską i ostrożnością przeniósł ją do stojącego nieopodal granatowego samochodu. Ułożył ją na tylnym siedzeniu, a sam wsiadł za kierownicę i odjechał.


~~~~~
Witam w rozdziale ósmym~!
Zapewne wielu z was chce mnie w tym momencie zabić,bo pojawia się on tak późno,jednak moi kochani to nie zależy tylko ode mnie.Mój czas wolny jest stanowczo ograniczony,ale jak tylko złapię jakąś dłuższą chwilę to od razu biorę się za pisanie.
Wracając do samego rozdziału:co sądzicie o motywie powrotu starego przyjaciela sprzed lat?Co łączy go z Olą i jakie ma ku niej zamiary?To wszystko już w kolejnym rozdziale,który,mogę zdradzić:już się pisze.
Pozdrawiam serdecznie i do następnego!
~~~~~

piątek, 4 marca 2016

Rozdział VII

~Rozdział VII~

Nagle usłyszała za sobą znajomy, ciepły głos.
-Pani Olu!- krzyknęła biegnąca w stronę posterunkowej pielęgniarka, którą przed chwilą spotkała.
Aleksandra odwróciła się zrezygnowana i patrzyła, jak kobieta zatrzymuje się przy niej, próbując złapać oddech.
-Coś się stało?- spytała policjantka
-Chciałaby pani wejść do pana Jacka?- spytała z delikatnym uśmiechem, obserwując, jak twarz drugiej kobiety z zmęczonej i wyczerpanej powoli zmienia się na szczęśliwą i pełną nadziei.
-Tak, oczywiście! Ale…-  nagle przypomniała coś sobie i nieco posmutniała.
-Lekarz nie pozwolił mi tam teraz wchodzić. Jacek musi odpoczywać, tak powiedział- oświadczyła Ola znów odwracając się ku szklanym drzwiom.
-Wiem, słyszałam. Ale proszę zobaczyć, mam klucze i mogę panią wpuścić. Tylko… niech to zostanie między nami, w porządku?- spytała pielęgniarka, wyjmując z kieszeni pęk małych kluczyków, szukając tego odpowiedniego.
-Tak, oczywiście! Dziękuję pani!- wykrzyczała uradowana Olka i już miała po raz kolejny tego dnia rzucić się jej w ramiona, jednak w ostatniej chwili się powstrzymała.
Kobieta podeszła do drzwi , otwierając je.  Szerokim ruchem ręki zaprosiła kobietę do środka.
Gdy tylko Ola przekroczyła próg pomieszczenia dopadł ją ten sam nieprzyjemny, szpitalny zapach, który musiała znosić przez kilkanaście lat swojego dzieciństwa, kiedy to każdą wolną chwilę spędzała przy chorej matce. Na samą myśl o tym brunetka poczuła łzy w oczach, ale nawet nie próbowała ich powstrzymywać. Zbyt wiele dziś się wydarzyło, nie było sensu udawać ‘’twardej’’.
Pokój był duży i przestronny, był w stanie pomieścić 6 osób. Olka przyjrzała się innym pacjentom. Jeden z nich miał złamaną nogę, drugi rękę, jeden leżał z pustym wzrokiem, a inny po prostu spał. Jednak pośród nich był również Jacek, jej Jacek. Leżał na ostatnim, śnieżnobiałym łóżku. Nie wyglądał ani trochę lepiej, niż wcześniej. Posterunkowa niepewnie podeszła do niego. Przez chwilę patrzyła tylko w ciszy, a potem usiadła na brzegu łóżka, automatycznie kładąc dłoń na jego bladej twarzy. Niemal natychmiast w jej oczach pojawiły się łzy, niepostrzeżenie spływały w dół- jedna po drugiej.
Miała ogromną nadzieję, że Jacek jednak z tego wyjdzie. Nie. Musi wyjść. Jeszcze będzie spacerował z nią po ich ulubionym parku i z uśmiechem szeptając jej, jak pięknie dziś wygląda.
Posterunkowa uśmiechnęła się przez łzy, cały czas patrząc na beznamiętną twarz dyżurnego.
Siedziała tak jeszcze chwilę, aż usłyszała za sobą donośny krzyk. Zaskoczona nagłym dźwiękiem podskoczyła w miejscu i natychmiast odwróciła głowę do źródła hałasu.
W drzwiach stał lekarz opiekujący się Jackiem. Wyglądał na wściekłego, pięści i usta miał szczelinie zaciśnięte, był bardzo blady.

-Co pani tu robi?!- wykrzyczał, podchodząc bliżej Oli.
Dziewczyna spojrzała na niego z zaskoczeniem w oczach.
-Pielęgniarka powiedziała mi, że mogę wejść..- zaczęła wyjaśniać zaniepokojona Olka, jednak nie było jej dane skończyć.
-Która pielęgniarka?! Czy zdaje sobie pani sprawę, że to oddział zamknięty? Tu nie można wchodzić byle komu, proszę natychmiast wyjść- wrzasnął, niemal siłą wyciągając Olkę z pokoju.
Dziewczyna spojrzała jedynie tęsknym wzrokiem w stronę łóżka Jacka. Nie próbowała się opierać, nie miała już na to wszystko siły.
Doktor stał jeszcze przed salą, udzielając jej kazań na temat zasad panujących w szpitalu. Jednak ona nie słuchała, patrzyła jednak na swojego chłopaka, którego znów oddzielała od niej gruba szyba.
-Jak już wcześniej mówiłam, pielęgniarka pozwoliła mi wejść- powiedziała ostatecznie Ola, po raz kolejny próbując wyjść z tej nieprzyjemnej sytuacji.
Mężczyzna zmierzył ją bacznym wzrokiem i już otworzył usta, jednak został powstrzymany przed wyrecytowaniem kolejnych punktów regulaminu.
-To prawda, ja wpuściłam panią Olę- orzekł spokojny, kobiecy głoś dobiegający zza placów dwójki.
-Danusiu! Ale dlaczego? Przecież wiesz, że…- spojrzał na nią z wyrzutem, ale po chwili zamilkł, przyciśnięty spojrzeniem pielęgniarki.
-Nie obchodzą mnie twoje regulaminy. Pani Ola chciała się spotkać z chłopakiem, a ja nie miałam zamiaru jej tego utrudniać. Tyle. –zakończyła z uniesioną głową.
Widać było, że to ona tak naprawdę tu rządziła. Lekarz spuścił jedynie wzrok, wymijając kobiety, kierując się do pokoju personelu.
Ola patrzyła z podziwem na Danusię. Z początku sprawiała wrażenie drobnej i delikatnej, a tu taka ‘’cicha woda…’’. Po chwili kobieta odwróciła się do niej.
-Proszę się tym nie przejmować, on już taki jest- uśmiechnęła się pokrzepiająco, co Aleksandra odwzajemniła.
-Dziękuję za wszystko. Tak poza tym, jestem Ola- przedstawiła się, wyciągając rękę.
Danusia z uśmiechem potrząsnęła ją.
-Danusia. Myślę Olu, że powinnaś wrócić teraz do domu. Proszę, tu jest mój numer, gdyby tylko cos się działo zadzwonię- powiedziała, dając jej kartkę z numerem.
Posterunkowa podziękowała i wedle zalecenia udała się w stronę wyjścia, jeszcze raz spoglądając na łózko Jacka. Nie widziała nigdzie Tomka, ale on pewnie poszedł uzupełniać jakieś papiery. Postanowiła na niego nie czekać. Wyszła na dwór, czekając na zamówioną wcześniej taksówkę. Pogoda nadał była nieciekawa, mroźny deszcz przeszywał ją do szpiku kości. Okryła się szczelniej kurtką, jednak to nie pomagało.
Po kilku chwilach oczekiwania usłyszała donośny, męski głos, wzywający ją po imieniu.
-Hej, Olunia, to ty?

Witam w rozdziale VII!
Pojawia się on dopiero teraz, niestety, ale brak weny dawał mi się we znaki. Nie chciałam pisać czegoś, co nie miało by większego sensu, więc postanowiłam po prostu przeczekać ten chwilowy moment pustki w mojej głowie.
Jestem również świeżo po obejrzeniu 2 pierwszych odcinków nowej serii. Te emocje… przez cały seans zdążyłam zjeść dwie paczki orzeszków XD
Ale mówiąc bardzo ogólnikowo- podobało mi się. Te emocje, chociaż było ich tak wiele, tworzą tu chyba największy plus.
A wracając do rozdziału. Podobało wam się? Jak myślicie, kto wołał do Olki i jak ona na to zareaguje?  Jak oceniacie reakcje lekarza i Danusi? Swoja drogą, pielęgniarka była wzorowana, oczywiście na postaci Danusi z ‘’Pielęgniarek’’ w którym, jak dobrze wiemy, grał Przemysław Puchała- serialowy Jacek.
Zachęcam również do komentowania, dajecie mi tym naprawdę ogromną motywację~!
Pozdrawiam serdecznie i do następnego!



niedziela, 14 lutego 2016

Miniaturka z okazji Walentynek


~Miniaturka z okazji Walentynek~

-Nowak! To już trzeci raz w tym miesiącu! Masz coś na swoje usprawiedliwienie?- spytała niecierpliwie dyrektorka- starsza pani o siwych włosach i iście diabelnym charakterze.
Jacek Nowak- chłopak, o którym była mowa wzruszył tylko ramionami i przybrał jedną ze swoich najbardziej bezczelnych min.
Sam nie wiedział, o co właściwie ta cała awantura. Zakleił drzwi Sali głównej gumą do żucia. Wielkie mi halo! Sama dyrektorka często powtarza, że śmiech to zdrowie, a to w końcu jest liceum, nie podstawówka! Ciekawe w jaki inny sposób, według niej , można się dobrze zabawić.
Kobieta, nieźle już zdenerwowana podejściem Jacka zaczęła przemawiać do niego głosem delikatnym i łagodnym, głosem, który zwiastował nieuchronnie zbliżające się kłopoty. Podeszła bliżej swojego biurka, odruchowo głaszcząc przy tym kota wylegującego się na bawełnianym dywaniku. Zwierzę zamruczało jedynie przez sen i powróciło do wcześniej wykonywanej czynności.
-Jak już wcześniej wspomniałam, to już trzeci taki twój wybryk w tym miesiącu. Myślisz, że tego typu żarty komuś zaimponują? Mylisz się- stwierdziła tym samym, jedwabistym głosem. W jej oczach czaił się gniew.
-No, nie sądzę. Robię to, co sprawia mi przyjemność. Zapomniała pani już o tej swojej słynnej dewizie? Chwileczkę, jak to szło… ‘’śmiech to zdrowie’’ nieprawdaż?- odrzekł Jacek, zanim zdążył ugryźć się w język.
Nie było sensu wchodzić w dalsze dyskusję z tą kobietą, ale skoro już zaczął, to wypadałoby skończyć. Zresztą, może być ciekawie. Spojrzał na nią, wyszukując  reakcji.
Dyrektorka poczerwieniała na twarzy i zacisnęła usta w cienką linię. Widać było, że jest już na skraju wytrzymałości.
-Owszem, ale   twój dzisiejszy ‘’żart’’ powstrzymał ruch całej szkoły, opóźnił apel, który miał się odbyć właśnie w Sali głównej, narobił sporo kłopotów personelowi szkoły. Masz mi coś do powiedzenia?- spytała już nieco uspokojona.
W jej oczach dosłownie można było wyczytać niemą prośbę ‘’powiedz: przepraszam’’. Jednak nic takiego nie nastąpiło.
Jacek założył jedynie nogę na nogę i z charakterystyczną dla niego bezczelnością uniósł dumnie głowę, patrząc prosto w oczy dyrektorki.
-Moim zdaniem nic takiego się nie stało. To był tylko chwilowy kryzys, a przynajmniej było przy tym troszkę śmiechu.
Kobieta cofnęła się  patrząc z zaskoczeniem na Nowaka. Widać było, że nie spodziewała się takiej odpowiedzi. Jednak już po chwili odzyskała swoją pewność. Stała się jeszcze bardziej czerwona, zacisnęła szczęki i stała tak przez chwilę, próbując się uspokoić. Jednak nie było jej to dane.
-Mogę już iść? Obawiam się, że mam lekcję- zasugerował delikatnie Jacek.

Jak on uwielbiał doprowadzać ją do tego stanu… ulubione szkolne hobby.
-Jeszcze nie skończyłam!- wydarła się dyrektorka.
Jacek spojrzał na nią z niejakim zaskoczeniem. Nigdy wcześniej nie słyszał, żeby ta kobieta potrafiła wydawać  z siebie tak wysokie dźwięki.
Świadomy zbliżającej się reprymendy spuścił ze zrezygnowanemu wzrok, wpatrując się w swoje lekko już przetarte, czarne spodnie. Zaczęło się.
-Pracuję tu już naprawdę długo i w całej historii tej szkoły nigdy, powtarzam, nigdy nie spotkałam takiego ucznia, jak ty! Jesteś bezczelny, niewychowany i cwaniakowaty! Myślisz, że jesteś lepszy. Otóż wyprowadzę cię z błędu- nie jesteś!
Jacek wstawał już ze szkolnego stołka, nie słuchając zbytnio kobiety. Wiadomo było, że chodzi o to samo. Chciał skierować się już do wyjścia, jednak jej wrzask go powstrzymał.
-Stój, jeszcze nie skończyłam! Myślisz, że nadal będziesz bezkarny? Nie! Siadaj, zastanowimy się, jakie zadanie ci przydzielić!- orzekła z triumfem dyrektorka siadając na swoim czerwonym, pikowanym fotelu. Zmęczyła się całą tą gadaniną, oddychała ciężko. Jednak widać było, że nieco jej ulżyło.
Nowak dla świętego spokoju postanowił usiąść. Jeśli dyrektorka myśli, że prace społeczne, czy zbieranie śmieci go zniechęcą, to  się grubo myli.
-Jak dobrze wiesz w naszej szkole za kilka dni odbędą się walentynki…-zaczęła spokojnie
-Tia, może mam zostać Romeem na szkolnym przedstawieniu?- odgryzł się z ironią Jacek. To może być znacznie ciekawsze, niż standardowe pielęgnowanie ogródka, czy wynoszenie śmieci.
-Nie przerywaj mi! Powracając, mamy przygotowane już wszystko, prócz Sali, w której ma się odbyć bal. Niestety, mamy bardzo mało chętnych do tego zadania. Wchodząc w szczegóły, jest to tylko jedna uczennica. Chcę, żebyś pomógł jej przystroić to miejsce. Wszystkie dekoracje znajdują się w środku, jednak z racji tego, że to wydarzenie już blisko, Ola może sobie z tym wszystkim nie poradzić…
Tutaj Jacek na chwile się zatrzymał. O jaką Olę może chodzić? W głowie ‘’przewinął’’ sobie wszystkie znane mu Aleksandry i zastanawiał się, która byłaby na tyle durna, by dobrowolnie zgłosić się do pomocy. Po chwili oświeciło go. No tak, Ola Wysocka z II D. Wzorowe dziecko, pilna uczennica z wybitnymi ocenami. Już wyobrażał sobie, jak będzie wyglądał ich wspólna praca.
-… co ty na to?- do jego świadomości znów dotarł głoś dyrektorki.
Miał świadomość, że ona mu tego nie odpuści i mimo, że absolutnie nie miał ochoty na dobroczynne pomaganie musiał się zgodzić. Pokiwał milcząco głową. Nie było sensu się odzywać.
-Bardzo dobrze! Ola powinna czekać na ciebie zaraz po lekcjach- tu zerknęła na swój mały zegarek
-Nasza rozmowa się nieco przedłużyła… cóż, myślę, ze możesz udać się już pod salę gimnastyczną, a nowa koleżanka zaraz do ciebie dołączy.
Jacek bez słowa wyszedł z gabinetu, zabierając swoją czarną, skórzaną torbę. Szykuje się ciekawe popołudnie.
Sam nie wiedział czego się spodziewać, jednak jego wyobraźnia mimowolnie zaczęła działać. Sądząc po tym, że Ola miała opinię nienagannej uczennicy to pewnie była to niska, drobna dziewczynka z długimi włosami związanymi w kok, ubierającą się w długie spódnice i stare swetry. No tak, opis większości kujonów tej szkoły. Nawet nie śniła mu się owocna współpraca i długoletnia przyjaźń.
On, chłopak, który ma wizytę u dyrektorki średnio dwa razy w miesiącu, niezbyt dobrze uczący się, mający styl typowego ‘’złego chłopca’’ i… ona.
Przez swoje rozmyślania nawet nie zauważył, że dotarł przed drzwi Sali gimnastycznej, które u jego zdziwieniu były lekko uchylone. Nie zastanawiając się wiele wszedł do środka. Tam krzątała się jakaś dziewczyna. To pewnie była Olka. Na dźwięk stukotu jego butów odwróciła się gwałtownie na pięcie, wytrącając karton, który akurat trzymała. Chłopak westchnął ciężko i pochylił się, by pomóc dziewczynie pozbierać rzeczy, które z niego wypadły.
-Jestem Ola, nie znaliśmy się chyba wcześniej. Wygląda na to, że będziemy razem pracowali-przedstawiła się dziewczyna.
 Miała całkiem ładny głos. Taki… melodyjny. Przypominał mu drozda. Jednak nie dał się zwieść pozorom i nałożył swoja typową maskę chłodnego i bezuczuciowego nastolatka.
-No i...?- odrzekł sucho. Mamy pracować, a nie rozmawiać!
-Zawsze jesteś taki miły? –odgryzła się Olka.
Zupełnie nie spodziewał się takiej odpowiedzi. Nie od niej. Nie od dziewczyny, która na wywiadówce zawsze jest chwalona publicznie przez wszystkich nauczycieli za wzorowe zachowanie i nienaganną kulturę.
Uniósł głowę i przyjrzał się jej dokładnie, pierwszy raz od chwili, kiedy ją zobaczył. Oczy rozszerzyły mu się z zaskoczenia, ale zaraz po tym pojawiły się w nich ciepłe błyski.
Ona było…piękna. To jedyne słowo, jakie przychodziło mu w tej chwili na myśl. Zupełnie różniła się od jego wyobrażeń. Miała krótkie, kasztanowe włosy i cudne, błękitne oczy. Była niska, szczupła, wyglądała jak mała, porcelanowa laleczka. Krucha i delikatna…
Zdał sobie sprawę, że trochę za długo się na nią gapi. Szybko odwrócił wzrok i wymyślił pierwszą lepszą odpowiedź, jaka przyszła mu do  głowy.
-Szczególnie dla nowych, jestem Jacek.
Uśmiechnęła się. Zrobiła to tak pięknie… zaraz, co się ze mną stało? Przecież to tylko zwykła dziewczyna, taka, jakiej są dziesiątki! Jednak Jacek poczuł, że ona była wyjątkowa i niepowtarzalna.
Porozmawialiśmy jeszcze chwilę, absolutnie o wszystkim. O muzyce, stylu, szkole. Przy okazji cały czas pracowaliśmy, przez co zwykła sala gimnastyczna zaczęła mienić się blaskiem kolorowego brokatu i słodkimi serduszkami. Jeśli dalej tak pójdzie, to powinniśmy skończyć nawet i jutro.
Cały czas minął nam jak kilka sekund.  Nim się spojrzeli była już 20.00
-Ranny, jak już późno! Powinniśmy iść do domu-stwierdziła Olka. 
Wtedy właśnie chłopak zdobił coś, czego nikt by się nie spodziewał. Zbliżył się do Olki.
-Masz rację, jest już późno, niebezpiecznie. Może… może mógłbym się odprowadzić?-zapytał Jacek. Przeklął się w myślach za swoją niepewność. W pewnym momencie zadrżał mu głos. Boże, zgódź się ,błagam!
Dziewczyna spojrzała na niego z zaskoczeniem, a  zaraz potem zaśmiała się.
-Jasne, czemu nie.
Jacek niezauważalnie głęboko odetchnął z ulgą.  Wyszli z Sali, kierując się do wyjścia. Olka mieszkała spory kawałek od szkoły, dlatego mieli jeszcze dużo czasu, by rozmawiać w trakcie drogi.
-Wiesz, bardzo miło spędziłam dzisiejszy czas. Bardzo dobrze mi się z tobą współpracowało- orzekła z dziwnym, nostalgicznym uśmiechem.
Jacek zatrzymał się nagle z zaskoczenia. Spojrzał na dziewczynę dziwnym wzrokiem. Czy to możliwe żeby ona? Czy ona też… zakochał się w nim? Sam nie wiedział, co o tym wszystkim myśleć. Ale czy on też ją kocha? To bardzo dziwne uczucie. Nidy nie czuł czegoś takiego do żadnej wcześniejszej dziewczyny, ale czy to naprawdę była miłość? Czy tylko niczym nie uzasadnione zauroczenie?
-Jacek? Coś się stało?-spytała ze zmarszczonymi brwiami dziewczyna. Jacek zdał sobie sprawę, ze zbyt długo stał w miejscu wpatrując się na nią z zaskoczeniem.
Gdzie podziała się jego maska chłodnego i opanowanego złego chłopca? Co się z nim dzieje? Co ta dziewczyna z nim zrobiła?
Nagle usłyszeli za sobą donośny, męski krzyk. Odwrócili się i zobaczyli starszego mężczyznę zbliżającego się do nich.
Olka nagle zbladła i zdążyła tylko wyszeptać: ‘’tato…’’. Jacek spojrzał na nią ze strachem. No tak, jeszcze tylko jej ojca tu brakowało!
Ojciec dziewczyny zatrzymał się przed nimi.
-Ola! Wiesz, która jest godzina? Gdzieś ty się szwendała! I kim jest ten chłopak?!-wydarł się, wskazując palcem na Jacka.
Chłopak próbował się wytłumaczyć, jednak mężczyzna nie dał mu dojść do głosu. Jacek spojrzał na Olkę, próbując znaleźć w niej wsparcie, ale dziewczyna wyglądała na przerażoną. Widocznie nie była przyzwyczajona do takich reprymend ze strony ojca.
Jacek wystąpił krok przed dziewczynę i niemal przekrzykując mężczyznę próbował złożyć mu wyjaśnienia.
-Proszę pana, jestem kolegą ze szkoły Olki, dyrektorka poprosiła nas, żebyśmy zostali po lekcjach, żeby udekorować salę na walentynki i po prostu zasiedzieliśmy się trochę- rzekł bezradnie chłopak. Sam nie wiedział, czy mu uwierzy. Ale musiał spróbować, bo mógłby on potem próbować wyżywać się na Aleksandrze.
-Nie obchodzi mnie co tam robiliście! Ola, zawiodłem się na tobie. Chodź, idziemy do domu. A ciebie chłopce, nie chcę widzieć w towarzystwie mojej  córki!-wykrzyczał w stronę chłopaka. Ten patrzył jedynie bezradnie, jak mężczyzna pcha swoją córkę w stronę domu. Spojrzał na nią po raz ostatni. Powiedziała do niego : dziękuję.
Kompletnie rozbity emocjonalnie Jacek postanowił wrócić do domu. Wypyta o to wszystko Olkę jutro, w szkole.
*Nazajutrz. Sala gimnastyczna, godzina 15.00*
Oli nadal nie ma. Jacek bał się, że ojciec zabroni jej tu przychodzić, nałożył na nią szlaban lub coś w tym stylu. Jednak nie tracił nadziei. Cicho wierzył ,że dziewczyna wyrwie się i jednak przyjdzie. Musiał koniecznie z nią porozmawiać o wczorajszym wybryku.
Po kilki minutach Aleksandra przyszła do Sali gimnastycznej, z uśmiechem witając się z Jackiem. Nie takiej reakcji się spodziewał.
-Ola… musimy porozmawiać. O tym, co się stało wczoraj-zaczął poważnie Jacek. Koniecznie chciał to wyjaśnić  z dziewczyną.
-Ach, o to chodzi… jest mi naprawdę bardzo przykro, że tak się na tobie wyżywał, ale to nie była twoja wina. Zresztą, w domu mu wszystko wyjaśniłam, już wszystko w porządku -wyjaśniła uspokajająco Olka.
Przez chwilę żadne z nich nie wspominało o tym temacie. Zapadł niezręczna cisza.
Ola nachyliła się nad jedną z drewnianych skrzynek, z łatwością unosząc ją w górę.
-Musimy przenieść je do Sali numer dwadzieścia-poinformowała  kierując się w stronę schodów.
-To moja wina-odrzekł nagle Jacek, gwałtownie zatrzymując się na środku drogi.
Olka musiała uważać, żeby na niego nie wpaść. Stali teraz naprawdę blisko siebie.
-Może nie powinienem odprowadzać cię wtedy do domu. Wydaje mi się, że twój ojciec nie może zaakceptować tego, że się do ciebie zbliżyłem…-stwierdził w zamyśleniu Jacek
Dziewczyna lekko się wahając złapała jego dłoń.
-Nie przejmuj się już tym. Wszystko już jest dobrze- powiedziała swoim pięknym, melodyjnym głosem.
Jacek patrzył na nią przez dłuższą chwilę bez słowa.
Stali tak, bardzo blisko siebie, a cisza pomiędzy nimi zaczęła się przedłużać.
Nagle Jacek pochylił się delikatnie nad Olą, łapiąc jej podbródek. Spojrzał jeszcze w jej piękne, błękitne oczy i złożył na jej ustach namiętny pocałunek, jednocześnie delikatny i czuły.
Dziewczyna spojrzała na niego z zaskoczeniem , jednak nie opierała się. Po tej magicznej chwili oderwali się od siebie, nadal patrząc sobie głęboko w oczy.
-Powinniśmy już iść, prawda?-spytał Jacek nienaturalnym, ciepłym głosem.
-Tak, powinniśmy- rzekła w zamyśleniu Ola.
Jednak zamiast ruszyć dalej, przywarła do jego piersi i wyszeptała cichutko:
-Kocham cię, Jacek.
Chłopak bez słowa przytulił ją do siebie i rzekł jedynie:
-Ja też cię kocham.


~~~~~
Wszystkiego najlepszego z okazji walentynek, kochani czytelnicy!
Proszę bardzo, tutaj obiecana wczoraj miniaturka.
Jak podobało się wam przedstawienie Oli i Jacka w szkole i zupełnie innych rolach?
Kolejny rozdział podstawowej opowieści powinien pojawić się niedługo c;
Tymczasem, miłego święta zakochanych i do następnego! ^^
~~~~~

sobota, 13 lutego 2016

Rozdział VI

~Rozdział VI~

-No i tutaj właśnie mam dla ciebie smutną wiadomość. Otóż inna ekipa rozmawiała już z lekarzami. Robili wszystko, co w ich mocy, ale niestety… to znaczy Jacek żyje, oczywiście, ale…- tu zatrzymał się na chwilę.
Sam nie wiedział, jak przekazać tę informację dziewczynie jednocześnie delikatnie, ale i stanowczo.
Po krótkiej chwili ciszy znów podjął próbę wyjaśnień.
-Jacek miał operację. Udało im się go uratować, jednak chłopak stracił władzę w nogach-odparł szybko pełnym napięcia głosem.
Sam nie wiedział, jakiej spodziewać się reakcji. W końcu coś takiego dla niektórych może być gorsze, niż śmierć. W napięci oczekiwał na odpowiedź posterunkowej, jednak cisza w słuchawce przedłużała się, słychać było tylko głęboki, urywany oddech Olki.
-Ola…?Wszystko w porządku?-spytał niepewnie Maciek. Jednak dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że jego pytanie było kompletnie bezsensowne. Szybko pożałował swojej decyzji.
-Dziękuję za informację Maciek, do zobaczenia- usłyszał pusty głos Oli.
Oczyma wyobraźni wyobrażał sobie bladą, drżącą dziewczynę z bezradnością i lękiem w oczach.
Miał nadzieję, że razem z nią i Jackiem będzie dobrze. Lubił tę parę i mocno im kibicował.
Postanowił jednak dłużej nie roztrzepywać tego tematu i wrócić do służby.
….
-Olka…hej, Ola. Co się stało?-spytał drżącym głosem Tomek patrząc z napięciem na posterunkową.
Jednak ta tylko, bardzo blada patrzyła pustym wzrokiem w przestrzeń. Po chwili jej usta zaczęły drzeć, a po twarzy przywodzącej na myśl drogocenną porcelanę zaczęły lecieć łzy. Jedna po drugiej osuwały, opadając w dół. Dziewczyna oparła się o beżową ścianę budynku i powoli osuwała się w dół. Tomek zareagował natychmiast, podtrzymując posterunkową i pomagając jej usiąść na marmurowych schodach.
-Ola.. co się dzieje? Źle się poczułaś, co z Jackiem?- zadał to pytanie tylko dla ‘’zasady’’.
Po reakcji dziewczyny spodziewał się, jaka będzie jej odpowiedź. W jego oczach zaczęły zbierać się łzy, jednak ten natarczywie je powstrzymywał. Musiał dowiedzieć się od posterunkowej  co tak naprawdę się wydarzyło. Pochylił się nad nią i delikatnie potrząsnął jej ramiona.
Ola, niczym piękna księżniczka wybudzona ze snu spojrzała na niego nieprzytomnym wzrokiem.
Wpatrywała się na niego przez dłuższą chwilę, aż w końcu uspokoiła się na tyle, by móc spokojnie
Mówić. Wzięła głęboki oddech i zaczęła wyjaśnienia.

-Dzwonił Maciek, policjant z drogówki. Jacek miał wypadek, przewieźli go do szpitala, ale okazało się, że stracił władzę w nogach- opowiedziała po krótce tym samy, pustym wzrokiem, patrząc w jeden punkt na ścianie.
Tomek, niczym zaatakowany niewidzialną siłą zaczął powoli opadać w dół, jednak ściana znajdująca się za nim skutecznie to powstrzymała.
Zacisnął oczy, twarz ukrył w dłoniach. Nie był w stanie stwierdzić, co teraz czuje. Żal? Rozpacz? Nie. To była… pustka. Nie docierało to do niego. Jego mały, kochany braciszek… to nie może być prawda. To tylko zły sen z którego zaraz się wybudzi, otrząśnięty delikatnym pocałunkiem Julii. To nie może być prawdą.
Gwałtownie stanął na równe nogi podchodząc bliżej Olki. Dziewczyna nie wyglądała najlepiej, ale nie to się teraz liczyło.
-Ola, wstawaj, jedziemy do Jacka. Dasz radę?-spytał stanowczym głosem. 
Nawet jeśli to co mówiła okazałoby się prawdą, nie mógł teraz sobie pozwolić na słabość. Jacek ich teraz potrzebuje, bardziej, niż kiedykolwiek.
Blada jeszcze dziewczyna spojrzała na niego już nieco bardziej pewnie. Pokiwała głową i próbowała wstać, ale gdyby nie szybka reakcja Tomka miałaby ona bliskie spotkanie z podłogą.
-Jesteś pewna, że dasz radę? Prawdę mówiąc, nie wyglądasz najlepiej- zmierzył ją bacznym wzrokiem.
Dziewczyna drżała, widać było, że przejmuje się całą tą sytuacją.
-Chcę być przy Jacku tak samo, jak i ty. Pośpieszmy się lepiej- odrzekła już swym standardowym, stanowczym głosem i skierowała się do wyjścia, a Tomek poszedł za nią.
Wsiedli do samochodu i skierowali się w kierunku szpitala.
Po kilku pełnych napięcia minutach ich oczom ukazał się śnieżnobiały, dobrze znany im budynek- szpital Św. Ducha.
Bez słowa weszli do środka, kierując się do recepcji. Powitała ich tam starsza kobieta, ubrana w niebieski fartuch. Postanowili bez owijania w bawełnę przejść do konkretów.
-Szukamy Jacka Nowaka, podobno został tutaj przewieziony kilka godzin temu..-zaczęła niepewnie Ola.
-Tak, owszem. A państwo są…?- pielęgniarka przyjrzała im się uważnie.
 Nie wyglądali zbyt dobrze, obydwoje wyglądali na zmęczonych, ale i zdesperowanych. Chciała im pomóc, jednak wiedziała, że bez formalności udzielenie informacji będzie niemożliwe.
- Nazywam się Tomasz Nowak, a to jest Aleksandra Wysocka. Ja jestem bratem poszkodowanego, a to jego dziewczyna- tym razem odezwał się Tomek.
Denerwowała go cała ta sytuacja. Chciał jak najszybciej dowiedzieć się, co z Jackiem, a ta kobieta tylko mu to utrudniała.
-Pański brat leży w Sali numer 30 na drugim piętrze. Opiekuje się nim doktor Nataniel Wodzicki. Sądzę jednak…
-Dziękujemy bardzo!- wykrzyczała zdenerwowana Ola natychmiast kierując się pod wskazane miejsce. 
Ta sytuacja nie wpływała dobrze ani na nią, ani na Tomka. Nie powinni tak naskakiwać na pielęgniarkę, w końcu chciała im pomóc. Postanowiła, że po wszystkim przeprosi ją, jednak nie było na to czasu. Wbiegła na drugie piętro, słysząc za sobą dźwięk butów starszego Nowaka. 
Gdy weszli na górę natychmiast zajęli się poszukiwaniem Sali numer 30.
Znajdowała się ona na samym końcu korytarza. Olka, nie zastanawiając się wiele postanowiła otworzyć drzwi, jednak ktoś złapał ją od tyłu i odciągnął od nich. Zaskoczona dziewczyna odwróciła się na pięcie i zobaczyła drobną, szczupłą pielęgniarkę ubraną w biały, lekko przybrudzony fartuch. Miała zatroskaną, młodzieńczą twarz i wyniosłe szare oczy, które ładnie kontrastowały z jej blond włosami.
-Nie może pani wchodzić do tej Sali bez pozwolenia lekarza. Znajdują się tam pacjenci tylko w ciężkim stanie- odrzekła z anielską cierpliwością. 
Widać było, że jest już przyzwyczajona do takich sytuacji.
-Proszę pani, tam leży mój chłopak, miał wypadek. Muszę się z nim zobaczyć!- niemal wykrzyczała bezradnie Ola. 
-Rozumiem, przykro mi, ale jak już wcześniej mówiłam, nie może pani tam wejść bez pozwolenia lekarza. Wie pani który opiekuje się pańskim chłopakiem?- spytała z tą samą słodką troską dziewczyna.
-To był… doktor Nataniel Wodzicki, o ile dobrze pamiętam.
-Świetnie! Myślę, że wiem, gdzie jest teraz pan doktor. Proszę tu chwilkę poczekać.
-Dziękuję… dziękuję pani!-wykrzyczała Ola i zrobiła coś, czego nikt się nie spodziewał. Podeszła bliżej do dziewczyny i mocno ją przytuliła.
Pielęgniarka, na chwilę oszołomiona tym, co się stało patrzyła tylko na Olę, ale po chwili odwzajemniła uścisk.
-Nie ma problemu, to moja praca. A teraz, jeśli pani pozwoli, pójdę poszukać pana doktora- odpowiedziała kobieta wyślizgując się z objęć policjantki.
Olka posłusznie wypuściła ją i podeszła bliżej szklanych drzwi sali.
Przycisnęła nos do zimnego szkła, rozglądając się za Jackiem. 
Po krótkiej chwili poszukiwania znalazła go. Leżał na śnieżnobiałym ,szpitalnym łóżku. Mimo, iż dziewczyna patrzyła przez szybę, to i tak mogła zauważyć, że jej ukochany nie wygląda najlepiej. Był blady, a jego delikatna, jak najpiękniejsze szkło twarz było teraz przybrudzona i podrapana. Włosy, niegdyś starannie przyczesane, teraz układały się każdy w swoją stronę.
Był podpięty do urządzenia monitorującego pracę serca, ,które wydawało z siebie równomierny, cichy pisk, będący jedynym dźwiękiem wydobywającym się z pokoju.
Na  ten widok w ochach Olki pojawiły się łzy. Tak bardzo chciała wejść teraz do niego, przytulić go…
Jednak nie mogła. Musiała czekać na jakąś durna zgodę lekarza.
Zauważyła, ze obok niej stoi Tomek, tak samo patrząc na łóżko Jacka. Jednak po jego twarzy nie można było doszukać się żadnych uczuć, widocznie znów schował je za maskę spokojnego i opanowanego męża i ojca.
-Proszę pani..-usłyszała obcy, męski głos i aż podskoczyła. Szybko odwróciła się.
Zobaczyła lekarza, mężczyznę w średnim wieku, ubranego w typowy, lekarski stój. Był blondynem o całkiem ładnych, piwnych oczach. Spoglądał na Wysocką łagodnym wzrokiem zza swoich małych, drucianych okularów.
-To pani jest dziewczyną Jacka Nowaka, zgadza się?- spytał zapobiegawczo.
-Tak, to prawda. Panie doktorze, co się dokładnie stało?- spytała Olka. Chciała dowiedzieć się więcej na temat stanu zdrowia Jacka.
-Jak już pani zapewne wie, pan Jacek miał wypadek. Musieliśmy niestety go operować,  wtedy właśnie odkryliśmy, że pański chłopak doznał urazu rdzenia kręgowego, a co za tym idzie, stracił władzę w nogach. Robiliśmy wszystko, by go uratować, jednak tej straty nie mogliśmy naprawić. Pan Nowak na chwilę obecną jest jeszcze nieprzytomny, ale myślę, że jego przebudzenie jest kwestią kilku godzin- odrzekł swoim chłodnym i wyważonym głosem doktor Nataniel.
Obserwował bacznie reakcję dziewczyny na usłyszane wieści. Zdarzały mu się przypadki, kiedy przerażeni ludzie dostawali ataku histerii lub mdleli na jego oczach.
Jednak ta dziewczyna zdawała się być inna, silniejsza. Trzymała się całkiem dobrze i zamiast wykrzykiwać, że to jego wina i błagać Boga o pomoc ,spytała tylko:
-Czy będę mogła do niego wejść?-spytała z nadzieją w swoich błękitnych oczach.
-Przykro mi, ale to teraz jest niemożliwe. Pan Jacek musi odpoczywać. Przykro mi, ale mam innych pacjentów. Do widzenia państwu- odrzekł ze sztywnym ukłonem skierowanym w stronę Olki i Tomka.
Dziewczyna odwzajemniła pożegnanie i razem z Tomkiem wbiła smętnie wzrok w jej ukochanego, od którego dzieliła ją warstwa chłodnej, grubej szyby.
Nagle usłyszała za sobą znajomy, ciepły głos.

~~~~~
Szósty rozdział za nami!
Miał pojawić się w tamtym tygodniu, jednak niestety się z nim nie wyrobiłam. W nagrodę za zwłokę jest on nieco dłuższy od poprzednich.
Co sądzicie? Spodziewaliście się takiego obrotu sytuacji? Jak myślicie, czyj głos usłyszała Ola i kiedy Jacek się wybudzi?
To wszystko już w kolejnym rozdziale!
Mam dla was również dobre wieści. Teraz zaczął mi się okres bezczynnego, dwutygodniowego leniuchowania i mam nadzieję, że znajdę więcej czasu na pisanie.
Mam w planach również miniaturkę z podwójnej okazji-walentynek i zbliżających się wielkimi krokami rocznicy 5000 tysięcy wyświetleń.
Co o tym myślicie? Chcielibyście miniaturkę, czy kolejny rozdział?
Dziękuję za uwagę i do następnego c;
~~~~~

czwartek, 4 lutego 2016

Rozdział V

~Rozdział V~

W tym samym czasie, dom Tomka
-Tak, wiem…-w tej chwili jego głos się urwał, połączenie zostało przerwane.
-Jacek…Jacek?!Słyszysz mnie?-krzyczał Tomek.
Po kilku bezowocnych próbach ponownego dodzwonienia się do Jacka Tomek w końcu przestał.
W jego głowie brzmiała tylko jedna myśl. Coś się stało.
A co jeśli…
Blady jak ściana Tomek spojrzał tępym wzrokiem w przestrzeń, a w jego oczach niemalże natychmiast pojawiły się łzy.  A co jeśli…
Mężczyzna potrząsną głową. Nie, to pewnie jakieś kłopoty na linii, wszystko jest w porządku. Musi być.
Nagle, niczym oparzony wybiegł z przedpokoju, wchodząc do pokoju gościnnego. Siedziała tam jego żona i córeczka, wyglądało na to, że razem świetnie się bawią, oglądając kreskówki.
Na głośny stukot kroków obydwoje obrócili się, jednak nie widzieli już tego samego spokojnego i opanowanego człowieka. Tomek wyglądał, najłagodniej mówiąc, źle. Był bardzo blady, roztrzęsiony, oddech miał nierówny i ciężki, wyglądał niczym maratończyk, który przed chwilą przekroczył linię mety.
Julia wstała z fotela i z troską w oczach podeszła do męża.
-Nie wyglądasz za dobrze… coś się stało, źle się czujesz?-spytała kobieta.
Spojrzał na nią z niepewnością. Czy był sens, by jej o tym mówić? Raczej tak, w końcu to też jej sprawa.
Wziął głęboki, drżący oddech i opowiedział jej wszystko. Julia słuchała go z uwagą co jakiś czas marszcząc brwi i cicho przytakując.
Po kilku minutach wyjaśnień Tomek spojrzał na kobietę. Miał nadzieję, że mu pomoże, doradzi, tak jak to robi zwykle.
-Próbowałeś potem do niego dzwonić?-zapytała cicho pogrążona w swoich myślach Julia.
-Tak, oczywiście, ale nie odbiera!
Po chwili uniosła głowę, a w jej oczach na powrót pojawiła się znajoma pewność siebie.
-W takim razie uważam ,że powinieneś pojechać do mieszkania Jacka. Może nie potrzebnie panikujesz, a on już dawno siedzi w domu?- zasugerowała delikatnie, a mąż jedynie spojrzał na nią z gniewem.

-Oczywiście nie myślę, że zbędnie panikujesz, ale moim zdaniem za szybko wyciągnąłeś wnioski-poprawiła się szybko Julia. Dobrze wiedziała, że Tomek nie lubi, gdy ktoś, a szczególnie ona wytyka mu błędy i przeoczenia. To między innymi było częstym tematem ich kłótni.
Jednak tym razem Tomek kiwnął jedynie głową, nie miał czasu na zbędne rozmowy.
Nagle Julia przypomniała sobie coś, co przez nieuwagę przeoczyła. Uderzyła się w czoło, to było tak oczywiste!
-Dzwoniłeś do Oli? Przecież ona na pewno wie, gdzie jest Jacek!- wykrzyknęła uradowana kobieta, to mogło być rozwiązaniem ich problemu!
Tomek jednak spojrzał na nią ponuro.
-Z tego co wiem, każdy poszedł w swoją stronę, więc to raczej niemożliwe, by Ola wiedziała, gdzie jest Jacek-odparł  mężczyzna. W tym wypadku pozostało mu tylko jedno rozwiązanie.
-Masz rację, pojadę do niego. Zaraz zadzwonię też do Oli, niech pojedzie ze mną-oświadczył Tomek wstając i kierując się po kurtkę. Julia poszła za nim.
Gdy skończył się ubierać żona podeszła do niego i mocno go przytuliła.
-Wszystko jest  porządku. Na pewno nic mu nie jest i siedzi już w domu.-szepnęła mu do ucha ciepłym głosem. Zadziałało to niezwykle pokrzepiająco, gdyż Tomek od razu się uśmiechnął i pewnie wyszedł z domu, kierując się do samochodu.
Po kilku minutach drogi wyjął telefon i zadzwonił do Oli. Opowiedział jej po krótce wszystko co się zdarzyło. Lekko zaniepokojona dziewczyna obiecała, że pojedzie z nim do mieszkania chłopaka.
Około pół godziny zajęło mu dojechanie do mieszkania Ola. Dziewczyna już tam stała, czekała na niego. Wyglądała na przejętą, jednak starała się tego nie okazywać.
Podeszła do samochodu i weszła do środka, witając się.
-Cześć, Tomek. Myślisz, ze coś mogło się stać?-posterunkowa zaczęła bez owijana w bawełnę.
 Bała się o swojego chłopaka, a z poważnego tomu jego brata mogła wywnioskować, że rzeczywiście coś mogło mieć miejsce.
-Nie wiem, Ola. Z jednej strony może to tylko moje urojenia, a z drugiej…jeśli naprawdę cos się stało, a ja nie zareagowałbym, nie wybaczyłbym sobie tego…-rzekł zrezygnowanym głosem.
 Za wszelką cenę nie chciał pokazywać dziewczynie tej wielkiej więzi jaka łączyła go z bratem. Tak naprawdę nie wiedział czemu, policjantka wydawała się być porządna.
-No dobrze, jedźmy już.-ucięła rozmowę Ola.
Przez całą drogę jechali w ciszy, nikt nie miał ochoty na rozmowę.
Po około godzinie dojechali do mieszkania Jacka. Wspięli się po schodach, a po kilku chwilach stali już pod mieszkaniem 25, należącym do dyżurnego.
Ola wystąpiła na przód i pewnie pociągnęła za klamkę, jednak drzwi nie ustąpiły. Dziewczyna spojrzała na Tomka, który wydawał się być coraz bardziej przejęty.
-To jeszcze o niczym nie znaczy, może wyszedł na zakupy, albo coś…-starała się go pocieszyć, jednak sama straciła całą swoją pewność. Dobrze wiedziała, że o tej godzinie Jacek nie rusza się z domu nawet na krok.
W pewnym momencie rozległ się dzwonek telefonu Oli. Wyjęła go z kieszeni i spojrzała na wyświetlacz. Nie znała tego numeru, jednak mimo wszystko odebrała.
-Posterunkowa Aleksandra Wysocka, słucham-przedstawiła się formalnie Ola. Nie miała ochoty na rozmowy, ale być może to ktoś z pracy.
-Cześć, z tej strony Maciek, z drogówki, pamiętasz? Piliśmy kiedyś razem kawę na stołówce.
Nagle Ola przypomniała sobie niskiego, szczupłego chłopaka o burzy rudych włosów.
-Ach, cześć, Maciek… posłuchaj, nie mam teraz czasu rozmawiać, może zdzwonimy się później?-spytała zrezygnowana posterunkowa. To naprawdę nie był czas na tego typu rozmowy.
-Nie, nie, ja w innej sprawie! Jesteś dziewczyną Jacka Nowaka, prawda?-spytał szybko Maciek.
Serce Oli na chwile zamarło, jednak przytaknęła.
-Otóż mam dla ciebie wiadomość. Na ulicy Herberta kilka godzin temu miał miejsce wypadek, a z tego co mi wiadomo, poszkodowanym był właśnie Jacek. Spowodowane to zostało najprawdopodobniej przez śliską nawierzchnię. Na szczęście jakiś kierowca wezwał pogotowie i został przewieziony do szpitala-tu Maciek zatrzymał się. 
Wiedział, że tego typu wiadomości działają niczym grom z jasnego nieba dla najbliższych poszkodowanego. Dał Oli chwilę na przyswojenie sobie tej informacji.
-Wiadomo co z nim?-po dłuższym momencie  odezwała się posterunkowa.
 Głos miała słaby, jednak za wszelką cenę starała się dowiedzieć o szczegółach zdarzenia.
-No i tutaj właśnie mam dla ciebie smutną wiadomość. Otóż inna ekipa rozmawiała już z lekarzami. Robili wszystko, co w ich mocy, ale niestety…

~~~~
Witam w rozdziale piątym!
Postanowiłam rozwinąć nieco wątek poszukiwań i  reakcji Oli i Tomka. Zawsze to nieco bardziej ciekawe, niż zwykle i proste ‘’Ola i Tomek szukali Jacka w jego mieszkaniu, jednak ono okazało się puste’’, czy coś w tym stylu xD
 Niestety, taki już mój styl. Rozwijam każdy wątek , staram się przekazywać go Wam jak najbardziej obrazowo.
No cóż…jak myślicie, jaką wiadomość ma dla Oli Maciek? Czy to już koniec?
Kolejny rozdział pojawi się, miejmy nadzieję, w weekend.
Zmieniłam również nieco wygląd bloga.Jak wam się teraz podoba?
Pozdrawiam wszystkich serdecznie! ^^
~~~~~

niedziela, 31 stycznia 2016

Rozdział IV

~Rozdział IV~

-Ale…zamieszkajmy razem! Moglibyśmy wprowadzić się do mnie, mieszkanie jest dosyć duże dla dwóch osób…
Ola patrzyła na niego bez słowa, z zaskoczeniem w oczach. Całkowicie nie spodziewała się takiego pytania. Przecież spotykała się z Jackiem dopiero od kilku tygodni! Kochała go, owszem, ale na taką decyzję było po prostu za szybko.
Zastanawiała się, jak w marę delikatnie przekazać mu tę informację. Nie chciała ranić uczuć chłopaka, jednak on też musiał ją zrozumieć…
Aleksandra spojrzała na Jacka nieśmiało, nadal milcząc. Chłopak spodziewał się odpowiedzi. Widział ją w jej oczach.
-Posłuchaj…-zaczęli jednocześnie, po chwili jednak milknąc, czekając wzajemnie na kolejny ruch.
-Zacznij pierwsza-powiedział Jacek. Może jednak…
-Jacek, wybacz, ale ja nie jestem jeszcze na to gotowa. Kocham cię, jednak wspólne mieszkanie to dla mnie, na chwile obecną, zbyt wiele-spojrzała na chłopaka, oczekując reakcji. Uśmiechnęła się też delikatnie, próbując rozładować sytuację, która stała się nieco napięta.
Jacek przez chwilę patrzył na nią nie okazując żadnych uczuć, jednak po chwili uśmiechnął się ciepło.
-Nic nie szkodzi, rozumiem.- powiedział, trzymając ją za delikatne dłonie.
Z jednej strony czuł żal, z drugiej-rozumiał posterunkową. Być może zbyt szybko podjął tą decyzję. Nie było sensu drążyć dalej tego tematu. Przecież nie wszystko stracone! Może kiedyś jeszcze zamieszkają razem.
Obydwoje uśmiechnęli się. Atmosfera na powrót stała się luźna i swobodna.
Znów zaczęli rozmawiać, tak jakby tamto pytanie nigdy nie padło. Jacek był za to bardzo wdzięczny posterunkowej, która zręcznie unikała tego tematu.
Po długich minutach wspólnej rozmowy dziewczyna spojrzała na zegarek.
-Późno już, a jutro mamy służbę. Powinniśmy się zbierać.
Obydwoje wstali i trzymając się za ręce skierowali się do wyjścia.
Jacek przytulił Olę . Stali tak w milczeniu, kiedy chłopak nagle odwrócił się, patrząc dziewczynie prosto w oczy.
-Dziękuję, że jesteś-wyszeptał cicho Jacek, nadal patrząc jej w oczy.
Ona uśmiechnęła się jedynie i mocniej do niego przytuliła. Po tym pożegnaniu oboje skierowali się w swoje strony- Jacek do swojego samochodu, Ola do czekającej na nią taksówki.
Chłopak usiadł za kierownicą swojej czarnej Hondy. Westchnął, chowając twarz w dłoniach.


To nie tak miało być…
Zawiódł się. Nawet nie starał się  ukrywać, że decyzja posterunkowej zawiodła go, jednakże postanowił, że da jej więcej czasu. Szczególnie biorąc pod uwagę przeszłość jej poprzednich związków. Ola nigdy nie zaznała szczęścia w miłości, chociażby z Szymonem, który okazał się być narkomanem. Nie chciał naciskać, jak nie, to nie. W jakimś stopniu rozumiał również jej niepewność .Z pewnością trudno było jej zapomnieć o ciężkich chwilach, a on poprzysiągł sobie, że będzie dla niej wsparciem i oparciem w każdym momencie.
Chłopak potrząsnął głową, próbując pozbyć się dręczących go myśli. Odpalił samochód i wyjechał z parkingu restauracji.
Pogoda była dosyć nieciekawa. Przejmujący chłód dawał o sobie znać, od kilku minut obficie padał deszcz. Na drogach było niebezpiecznie, należało zachować szczególną ostrożność.
Jackowi udało się na chwilę oderwać od ciężkich myśli. Jechał powoli niezbyt zatłoczoną ulicą, wsłuchując się w skoczną melodię nieznanej mu piosenki ,dobiegającej z radia.
Po kilku minutach jazdy usłyszał dobrze znany dźwięk jego telefonu. Natychmiast wyjął go z kieszeni, zerkając na ekran. To był jego brat.
-Słucham?-mruknął ze zrezygnowaniem. Nie miał teraz ochoty na braterskie pogaduszki.
-I jak, jak? Zgodziła się?- pytał zaaferowany Tomek. Wydawał się być bardzo przejęty tą sytuacją. Zresztą, to on zaproponował, żeby Jacek zabrał ją właśnie do tej restauracji. Jego ulubionej.
-A jak ci się wydaje?-odpowiedział pytaniem młodszy z braci, używając tego samego, znudzonego tonu.
-Z twojego głosu wnioskuję, ze raczej się nie udało…-powiedział nieco speszony mężczyzna. Jacek niemal mógł zobaczyć, jak odwraca wzrok i przeczesuje nerwowo ręką włosy. Rob i tak zawsze, kiedy jest zdenerwowany.
-Brawo, Sherlocku!-odparł sarkastycznie. Naprawdę nie miał ochoty na te rozmowę.
-No, spokojnie…zapewne tłumaczyła się tym, że nie jest jeszcze gotowa?-spytał delikatnie.
-Tak, tak…zaraz, skąd ty o tym wiesz?- spytał zupełnie zaskoczony Jacek. Jego brat bez wątpienia był jedną z najmądrzejszych znanych mu osób, ale coś takiego? To nie w jego stylu.
-Nazwijmy to ‘’braterską intuicją’’-zaśmiał się Tomek.
Jacek również się uśmiechnął. Tak, tylko on jest w stanie tak poprawić mi humor.
-Ale wracając do tematu. Jak się z tym czujesz?-jego głos na powrót stał się poważny.
-Dobrze…to znaczy nie, ale nie mam jej tego za złe…- próbował nieporadnie wyjaśnić Jacek.
-Zuch chłopak! Cieszę się, że nie przeżyłeś tego tak bardzo. Przecież nie wszystko stracone! Daj jej tylko trochę czasu.
-Tak, wiem…-w tej chwili jego głos się urwał, połączenie zostało przerwane.
-Jacek…Jacek?!Słyszysz mnie?-krzyczał Tomek. Co mogło się stać?

…..
Pod wpływem ,mokrej nawierzchni samochód zakołysał się bardziej, niż zwykle.
Nagle usłyszałem intensywny pisk.
Grzechot, łomot, trzask, łamanie, kruszenie…
Niczym przez mgłę patrzyłem, jak kierowca sąsiedniego samochodu wysiada, podchodząc bliżej, zatrzymując się na mój widok. Nie mogłem dostrzec jego twarzy, nie widziałem, co wtedy czuje.
Mężczyzna pobiegł w kierunku głównej ulicy, krzycząc coś głośno. Może poszedł wezwać pomoc?
Wątpię, czy jest w stanie zrobić to na czas.
Moje nogi się nie ruszały, nie mogłem poczuć nic obok mojej talii. Nawet jeśli przeżyję teraz, zapewne umrę z powodu utraty krwi.
To boli…to tak bardzo boli!
…dlaczego ten wszechświat jest tak okrutny?
......
~~~~
Czwarty rozdział za nami!
Wiem, że większość osób ma teraz ochotę mnie zabić. Przepraszam. Powiem tylko tyle-nie pisałam, ponieważ obowiązki szkolne całkowicie mnie przytłoczyły. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie.
A co do samego rozdziału-jak wam się podobał?
Końcówka będzie kluczem do czegoś zupełnie innego, ale tu pojawia się pytanie. Czy kierowca zdąży wezwać pomoc? Czy uda się uratować Jacka? Jak na wiadomość o wypadku zareagują Ola i najbliżsi chłopaka? To wszystko już  w następnym rozdziale!
*wiem, teraz brzmię jak Polsat xD*
Do następnego! 
~~~~~