Kochani!
To już jutro.Wigilia,potem Boże Narodzenie.Święta wyczekiwane przez wielu.Z tej jakże przyjemnej okazji chciałabym złożyć Wam serdeczne życzenia:
Życzę Wam nadziei, własnego skrawka nieba,
zadumy nad płomieniem świecy,
filiżanki dobrej, pachnącej kawy,
piękna poezji, muzyki,
pogodnych świąt zimowych,
odpoczynku, zwolnienia oddechu,
nabrania dystansu do tego, co wokół,
chwil roziskrzonych kolędą,
śmiechem i wspomnieniami.
I miejmy nadzieję,że w następnym roku też będzie mi dane składać Wam życzenia.
Jednak z tymi pięknymi świętami łączy się też mój wielki sukces.Dziś,23 grudnia, blog ten przekroczył 1000 wyświetleń.Można powiedzieć,że ta liczba została osiągnięta w 5 dni,bo to właśnie wtedy ukazał się pierwszy post.
Jedyne,co mogę teraz powiedzieć to dziękuję.Dziękuję bardzo wszystkim tym,którzy odwiedzają tego bloga,przeczytają moje ''wypociny'',znajdą chwilkę,by dodać komentarz,który tak bardzo motywuje mnie do pracy.Dziękuję z całego serca.Może i 1000 to niewielka liczba,jednak dla mnie jest ona ogromnym sukcesem.Miejmy nadzieję,że będzie was jeszcze więcej ^^
Pozdrawiam serdecznie,
Moonlight Soul
środa, 23 grudnia 2015
Rozdział III
~Rozdział III~
Posterunkowa Wysocka przekroczyła właśnie próg komendy. Miała dziś dzienną zmianę, tak jak jej chłopak- dyżurny Jacek. Postanowiła, że przyjdzie wcześniej, by móc się z nim spotkać. Gdy szła po schodach na drugie piętro natknęła się na swojego ojca.
-Dzień dobry, Olu. Ty już w pracy? Przecież odprawa dopiero
o ósmej.-Wysocki spojrzał na nią podejrzliwie.
-Czyżbyś znowu szła do Nowaka?-powiedział donośnym głosem
komendant.
Nie podobało mu się to, że jego jedyna córeczka spotyka się
z policjantem. Przecież ona zasługuje na kogoś lepszego! Lekarza, prawnika,
kogokolwiek! Pamiętał swoje ogromne zaskoczenie, kiedy Ola oświadczyła mu, że
spotyka się z dyżurnym. Przecież on był mundurowym, do cholery! Jego córka
zaczęła bardzo niebezpieczną grę, wiążąc się z kimś z kim pracuje.
A on czuł się bezsilny. Chciał dla niej jak najlepiej,
jednak czuł, że w ostatnim czasie odsunęli się od siebie. Stwierdził jednak, ze
się nie podda. Nigdy.
- Owszem, idę do Jacka.-odrzekła ze spokojem Ola. To
zaskoczyło Wysockiego, spodziewał się ,że jego córka znów zacznie krzyczeć,
wszczynając tym samym kolejną awanturę. Widać zmieniła taktykę ‘’gry’’.
Sprytne.
- Olu, wiesz, jakie jest moje zdanie na temat…-zaczął
delikatnie Wysocki. Chciał spróbować spokojnie dogadać się z córką.
- Tak, tato, wiem. Mogę już iść?-zapytała Olka.
Komendant zacisnął usta i przepuścił ją bez słowa. Trudno,
spróbuje później.
Dziewczyna wbiegła po schodach i ruszyła do gabinetu
dyżurnego.
W środku zobaczyła ubranego w granatowy mundur Jacka. Stał
przy wysokiej, metalowej szafce, widocznie szukał jakiś dokumentów. Gdy po
chwili odwrócił się, zobaczył Olę. Uśmiechnął się ciepło i próbował pocałować
ją na przywitanie, jednak ta odsunęła się i spojrzała na niego z wyrzutem.
-Jacek, rozmawialiśmy o tym setki razy…nie w pracy!-
upomniała go posterunkowa.
-Widzę, ze moja księżniczka jest dzisiaj nie w humorze-
uśmiechnął się chłopak, dając jej delikatnego kuksańca.
-Za to ty jak zwykle radosny…-mruknęła dziewczyna.
-Hej, Ola, stało się coś?- tym razem Jacek przybrał poważny wyraz
twarzy. Ola wyglądała na zmartwioną, chciał dowiedzieć się, co się stało.
-A jak myślisz? Ojciec! Znowu.. mam go dosyć! Znowu chce
kierować moim życiem!- krzyknęła posterunkowa. Był to krzyk pełen rozpaczy i
bezsilności. Jacek spojrzał na nią ze współczuciem. Chciał jej pomóc, jednak…
-Oleńko… twój ojciec chce dla ciebie dobrze, tylko po prostu
okazuje to w nieco dziwny sposób…-zaczął chłopak
Ola bez słowa wtuliła się w Jacka. Nie mówili nic, słowa
były tutaj zbędne. Liczyło się tylko to, że są razem. Po kilku długich minutach
dyżurny w końcu odezwał się.
-Być może mam coś, co mogłoby poprawić ci humor…-zaczął
nieśmiało Jacek. Nie był pewny, czy to odpowiedni moment. Nie chciał, bo Ola
pomyślała, że nie interesują go jego problemy.
-Jeśli to ma być twój kolejny błyskotliwy żart, to dziękuję-
dziewczyna spojrzała na niego z uśmiechem. Odetchnął z ulgą. Nie była zła.
- Co byś powiedziała, gdybym zabrał cię dzisiaj do
restauracji na romantyczną kolację?-zapytał z nadzieją Jacek. Miał ogromną
nadzieję, że posterunkowa się zgodzi.
- Bardzo chętnie, przyda mi się trochę przyjemności- odparła
z uśmiechem posterunkowa, całując Jacka w policzek.
-Dziękuję, ze się zgodziłaś-powiedział z wdzięcznością
Jacek. Bardzo zależało mu na dzisiejszym spotkaniu, bo to właśnie dziś miał
zadać Aleksandrze pewne nurtujące go od dawna pytanie…
Olka spojrzała na zegarek. Dochodziła ósma.
-Chodźmy już, spóźnimy się na odprawę. Ojciec zrobi nam
kolejną awanturę-odparła zrezygnowana Olka. Widać było, że ma dość komendanta.
Jacek ujął jej delikatną dłoń, ściskając lekko. Chciał, by
wiedziała, że zawsze przy niej będzie, nie opuści w trudnych chwilach.
Ona zrozumiała przekaz i uśmiechnęła się do niego z
wdzięcznością.
Trzymając się za ręce udali się na odprawę.
Kilka godzin później, po skończonej służbie.
Spotkali się przy wejściu do restauracji. Jacek pocałował ją
czule na przywitanie. Ona jedynie zaśmiała się i przytuliła do niego. Wyglądała
cudownie. Ubrana była w długą, czerwoną sukienkę z czarnymi dodatkami. Miała
również ciemne baleriny oraz piękną, srebrną biżuterię. Patrzył na nią z
uwielbieniem. Zdecydowanie wolał ją w sukienkach. Wyglądała wtedy niczym
księżniczka.
Weszli do środka pięknej restauracji, rozglądając się nieco.
Pomieszczenie było duże i przestronne, utrzymane w toni ciepłych, letnich barw. Stoliki nakryte
były aksamitnymi obrusami, na każdym z nich był wazon pełen kwiatów.
Na ścianach, w misternie zdobionych ramach wisiały cudne
krajobrazy.
Ola spojrzała na Jacka z zachwytem w oczach, a on uśmiechnął
się. Widać było, że dziewczynie spodobało się to miejsce.
Usiedli przy stoliku blisko ogromnego okna.
Po chwili podszedł do nich elegancko ubrany kelner. Po
krótkim namyśle złożyli zamówienia.
-Jacek, tu jest wprost cudownie! Ale… z jakiej okazji mnie
tu zaprosiłeś?- spytała Ola.
Odwrócił wzrok. To był idealny moment, by zadać TO pytanie.
Ale…znów ogarnęły go wątpliwości.
Może to jeszcze za wcześnie…
-Dlaczego miałbym mieć jakąś okazję? Po prostu chciałem
spędzić z tobą trochę czasu w nieco innych okolicznościach-odparł Jacek,
śmiejąc się nerwowo.
Szlag! To była wręcz świetna okazja! Brawo, Jacek- pomyślał chłopak, zły na siebie.
Trudno…spróbuję jeszcze raz.
Po chwili zaczęli rozmawiać, z początku, ze względu na
miejsce nieco nieśmiało, potem jednak śmiali się i żartowali jak zawsze.
Kilka minut później przyszedł kelner z ich zamówieniem.
Dania wyglądały wyśmienicie, tak też smakowały. Jacek widział, że Ola patrzy z
uwielbieniem na talerz. Obydwoje uwielbiali ryby.
Posiłek zjedli w milczeniu. W pewnym momencie jednak chłopak ujął rękę dziewczyny,
głaszcząc ją delikatnie. Zaczął mówić:
-Oleńko… chciałbym, żebyś wiedziała, że jesteś najlepszym,
co mnie do tej pory spotkało. Kocham cię ponad życie, jesteś dla mnie
wszystkim, co dobre. Wiem, że może za szybko na tę decyzję, ale…
~~~~
Tak, ja też potrafię być wredna ^^
Właśnie ten rozdział będzie ostatnim z serii ‘’jest miło i
fajnie’’. Od następnego możecie
spodziewać się…akcji? Zaskoczenia? Tragedii? Z pewnością ‘’zacznie się dziać’’
xD
Jak myślicie, o co Jacek chciał zapytać Olę i jaka będzie
jej decyzja?
Dziękuję również wszystkim komentującym. Dziękuję za
niewyobrażalne wsparcie, jakie mi dajecie!
Do zobaczenia w kolejnym
rozdziale!
~~~~
niedziela, 20 grudnia 2015
Rozdział II
~Rozdział II~
Po kilku minutach dotarł wreszcie na ulicę Jaśminową. Dom
Tomka znajdował się w pewnej odległości zarówno od głównej drogi jak i reszty
mieszkań, na skraju rosnącego nieopodal niewielkiego lasu. Światło księżyca
leniwie sączyło się ponad czubki najwyższych drzew, kiedy Jacek dotarł do
dużego domu zbudowanego z drewnianych belek. Samo umiejscowienie i wygląd
mieszkania świadczyło w głównej mierze o jego właścicielach. Tomek zawsze wolał
spokojne życie na uboczu, świeże powietrze i środowisko. Już w dzieciństwie
wiedział, że ze swoją rodziną chciałby mieszkać właśnie w takim miejscu. Jacek wszedł
na werandę, która biegła wzdłuż całego boku domu i zapukał delikatnie w drzwi.
-Wejść!- rozległ się donośny głos
Mężczyzna otworzył drzwi i rozejrzał się nieco po
pomieszczeniu. Chatka z zewnątrz była niewielka, ale wewnątrz zaskakiwała
schludnością i stylem. Pokój urządzony był w ciepłych odcieniach pomarańczy, w
rogu stała pięknie zdobiona, drewniana szafka, na ścianach wisiały cudne,
kolorowe obrazy. Brat Jacka właśnie taki był- łącząc skromność i elegancję
tworzył malutkie cuda.
Nagle w domu rozległ się dziecięcy, radosny pisk. Jacek
poczuł, że ktoś rzuca mu się w ramiona, ściskając mocno.
-Wujku! Jesteś wreszcie!-pisnęła Magda- córka Tomka. Mała
miała piękne rude włosy, które teraz związała w długi warkocz, śliczną czerwoną
sukieneczkę i czarne baleriny. Całość ta prezentowała się idealnie, sprawiając,
że wyglądała niczym mała księżniczka.
-Cześć, mała! Co u ciebie?- spytał ciepło Jacek. Uwielbiał
Magdę, była dla niego niemalże jak córka, świetnie się dogadywali. Tomek
również często zostawiał dziewczynkę pod jego opieką, kiedy wyjeżdżał. Mimo,
że mała z początku była co do niego
sceptycznie nastawiona, po krótkim czasie jego ciepły uśmiech i pozytywne
nastawienie do świata sprawiło ,że zostali dobrymi przyjaciółmi.
-Wszystko w porządku. Mamo, tato, wujek Jacek już
przyszedł!- dziewczynka nagle odwróciła się, biegnąc do pokoju, ogłaszając przy
tym nowinę.
Z pomieszczenia obok wyszła po chwili dwójka ludzi. Z przodu
stał wysoki, szczupły mężczyzna o kruczoczarnych włosach i szafirowych oczach-
Tomek, brat Jacka. Za nim chowała się niska, drobna kobieta o pięknych, rudych
lokach i ciepłych, brązowych tęczówkach- Julia, jego żona. Oboje ubrani byli
niezwykle elegancko -widać było, że oczekują gościa.
-Cześć, Jacek!- odparli chórem. Podeszli po kolei do
chłopaka ściskając go lekko na przywitanie.
- Witam, witam.- odparł ze śmiechem Jacek odwzajemniając
uściski. Zdał sobie sprawę, że bardzo cieszy się z tej wizyty. Tęsknił za nimi,
mimo, iż nie widzieli się zaledwie tydzień. Byli ze sobą niezwykle silnie
związani, gdyż na samym początku jego pobytu we Wrocławiu przebywał u nich
dłużej, niż we własnym mieszkaniu. Był im bardzo wdzięczny za pomoc, którą mu
wtedy okazali. Sam, w całkowicie obcym
mieście, nie wiedział, gdzie co się znajduje i to właśnie Tomek i Julia przez
pierwsze tygodnie oprowadzali go po Wrocławiu, pokazując każdy jego zakątek.
Gdyby nie oni, ciężko by mu było znaleźć chociażby najbliższy sklep spożywczy.
-Chodźmy do pokoju, Julia zaraz zrobi coś do picia.- rzekł
Tomek
Weszliśmy do głównego pomieszczenia, które pełniło funkcję zarówno salonu, jak i jadalni. W centrum, przy jednej ze ścian ustawiony był dosyć duży, kamienny kominek wokół którego stały dwa wygodne fotele. Był tam też niewielki, dębowy stół na którym stał wazon pełen dzikich kwiatów. Całość wyglądała bardzo przytulnie, podobnie zresztą jak cały dom.
Obaj usiedli na wygodnych, skórzanych fotelach.
- Co u ciebie słychać, braciszku? Jak w pracy? Jak z tobą i panią posterunkową?- to ostatnie pytanie powiedział szeptem, z niespotykanym dla niego, dziwnym uśmieszkiem.
-Ach, kochany braciszku-zaczął ironicznie
-Wszystko układa się wspaniale, naprawdę, nigdy nie było lepiej. W pracy odnajduję się coraz lepiej, ostatnio dowiedziałem się nawet, że mam szansę na awans, dajesz wiarę? A z panią posterunkową, jak to nazwałeś, jest wprost cudownie. Po raz pierwszy czuję, że mam dla kogo żyć. Jest wspaniała w każdym tego słowa znaczeniu.
Moja nowa praca, Ola…nigdy nie czułem się tak, jak teraz. Wreszcie czuję, ze znalazłem swoje miejsce, tu, we Wrocławiu. Wszystko zaczęło się układać, wszystko jest w porządku- skończył, spoglądając na brata, który wpatrywał się w niego z szerokim uśmiechem.
-Dlaczego się uśmiechasz ?Bawi cię to?- zapytał zdezorientowany Jacek
Tomek, zamiast odpowiedzieć wstał ze swojego miejsca, podszedł do brata i delikatnie go przytulił.
Chłopak od razu poczuł znajomą woń perfum należących do brata. Pamiętał dobrze ten zapach. Zawsze, kiedy potrzebował pomocy, przychodził do Tomka. Siadali wtedy w dwóch wygodnych fotelach, patrząc w ogień. Wtedy to mężczyzna podchodził do Jacka, przytulał go, delikatnie głaszcząc po plecach. Uspokajał, pocieszał, zapewniał wsparcie. Młodszy brat, wtulony w starszego nie odzywał się, skupiał się jedynie na ślicznym zapachu perfum. To właśnie one kojarzyły mu się z bezpieczeństwem i domowym ciepłem, jakie zapewniał mu brat.
Wreszcie Tomek wypuścił go z objęć. Spojrzał w błękitne tęczówki Jacka i rzekł:
- Po prostu cieszę się, że mój braciszek układa sobie życie- odrzekł łagodnie chłopak.
W tym momencie weszła Julia i Magda trzymające tacę z herbatą. Speszona kobieta odezwała się:
-Nie przerywamy wam? Przyniosłyśmy herbatę.
Tomek wstał i podszedł do żony, biorąc od niej tacę.
-Nie, nie. Już skończyliśmy-odrzekł, mrugając porozumiewawczo do Jacka.
Usiedliśmy wspólnie przy stole rozmawiając o wszystkim. Po mile spędzonych chwilach Jacek zerknął na zegarek. Było już bardzo późno.
- No, kochani. Było miło, ale ja niestety muszę się zbierać. Jutro mam na rano-oświadczył Jacek
Chłopak pożegnał się z domownikami i skierował się do wyjścia. Czekała go jeszcze półgodzinna droga do domu.
~~~~
Drugi rozdział już za nami!
Po pierwsze- chciałabym serdecznie podziękować wszystkim komentującym. Nawet nie wiecie, jak bardzo mnie to motywuje!
Po drugie- mam dla was kilka pytań
1.Jak pewnie zauważyliście w tym rozdziale pojawiło się więcej opisów zarówno miejsc i sytuacji. Co o tym sądzicie?
2. Jak oceniacie nowych bohaterów- Tomka, Julię i Magdę?
3. Co sądzicie o relacjach między braćmi?
Do zobaczenia w kolejnym rozdziale!
Do zobaczenia w kolejnym rozdziale!
~~~~
sobota, 19 grudnia 2015
Rozdział I
~Rozdział I~
Na ulicach Wrocławia panował spokój i półmrok. Wysoko na niebie pojawił się już się księżyc ,
leniwie oświetlając wąskie uliczki, którymi od czasu do czasu ktoś szedł. Panowała
wszechobecna cisza, która została nagle przerwana odgłosem kroków. Zza rogu
ulicy wyłoniła się postać młodego mężczyzny. Był to młody, około 28 letni
chłopak ubrany w niebieską koszulę i
czarne spodnie. Twarz miał spokojną, w oczach można było dostrzec iskierki radości, na ustach błąkał
się uśmiech. Widać było, że jest całkowicie pogrążony w swoich myślach.
Mężczyzna ten nazywał się Jacek Nowak, był dyżurnym w Komendzie Miejskiej
Policji we Wrocławiu. Postanowił, że po skończonej służbie wybierze się na
spacer uliczkami tego pięknego miasta. Nagle zatrzymał się, wzrok utkwił w śnieżnobiałym
księżycu, który tej nocy był w pełni. Pamiętał, że w dzieciństwie uwielbiał na
niego patrzeć. Jego piękno uspokajało go, dając jednocześnie nową siłę do
działania.
Po kilku minutach znów powoli ruszył przed siebie,
pogrążając się we własnych przemyśleniach.
Zadziwiające, jak bardzo życie człowieka może się zmienić w
ciągu zaledwie kilku miesięcy.
Jeszcze niedawno pracował jako dyżurny w maleńkiej komendzie
w okolicach Jabłonki. Do dyspozycji miał dwa patrole, zgłoszeń było maksymalnie
pięć na dzień-dotyczących głównie
pijanych rowerzystów. Oczywistością było, że ta komenda nie ma
przyszłości, zamknięto ją po trzech latach funkcjonowania.
Mieszkał w malutkiej kawalerce w jednym z bloków w Jabłonce.
Była całkiem przytulna, nowoczesna, z dużą półką na książki- idealnie pasująca
do stylu Jacka. Jednak wszystko ma swoje plusy i minusy. Jako początkujący
policjant na malutkiej komendzie nie zarabiał zbyt wiele, więc jego ojciec,
Edward, zaproponował, że dołoży się do zakupu mieszkania. Wszystko byłoby
idealnie, gdyby nie fakt, że mężczyzna na każdym kroku przypominał o tym
Jackowi, robiąc przy tym nieprzyjemne komentarze na temat jego pracy. Jego syn
zdawał sobie sprawę, że wybierając pracę w policji nie będzie stać go na życie w
luksusach, jednak już w dzieciństwie wiedział, że służba mundurowa to jego
wymarzony zawód, w przeciwieństwie do Edwarda, który oczekiwał, że jego syn
pewnego dnia odziedziczy po nim firmę odzieżową.
Niestety, jego rodzice zmarli w wypadku samochodowym, w
lipcu ubiegłego roku. Mimo, że nigdy nie byli ze sobą zbyt blisko, Jacek ciężko
przeżył ich śmierć.
Teraz został mu jedynie
starszy brat, Tomek- wysoki szatyn o szafirowych oczach. Jest o dziesięć lat
starszy, jednak nie widać między nimi tej różnicy. Bracia zawsze dogadywali się
doskonale, mogli na siebie liczyć w każdym momencie. Obecnie mężczyzna mieszka
we Wrocławiu razem ze swoją żoną- Julią oraz sześcioletnią córeczką- Magdą.
Jacek z powodu zamknięcia komendy w Jabłonce został
przeniesiony do Komendy Miejskiej Policji we Wrocławiu- jednostce cieszącej się
dużą popularnością oraz poziomem. Z tego względu mężczyzna był zmuszony do przeniesienia
się do Wrocławia. Z odpowiednim
wyprzedzeniem kupił za swoje oszczędności niewielkie mieszkanko znajdujące
się w centrum. Już po kilku dniach rozpoczął nową pracę. Dyżurny z nocy- Marek
zapoznał go z resztą ekipy, która ku uldze Jacka przyjęła go ciepło. Polubił
wszystkich, jednak jego uwagę szczególnie przykuła pewna pani posterunkowa.
Śliczna, drobna dziewczyna o krótkich, brązowych włosach i pięknych, błękitnych
oczach. Była miła, wrażliwa, w pewnym sytuacjach zaskakująco ostra i
zdecydowana. Sam nie wierzył, w to, co się stało, ale zakochał się w niej od
pierwszego wejrzenia. W każdej jego myśli, w każdym śnie była ona. W każdej czynności i w każdej chwili myślał tylko o niej. Jednak bał
się wyznać tego Aleksandrze. Mimo tego, ze na komendzie uchodził za osobę otwartą
i wiecznie uśmiechniętą, wewnątrz był również bardzo nieśmiały. W głowie miał
już ułożony plan: pozornie niewinne zaproszenie na romantyczną kolację, świece,
płatki róż i wreszcie szczera rozmowa na temat jego uczuć. Jednak co, jeśli Ola
nic do niego nie czuje, odrzuci jego miłość? Tego właśnie bał się najbardziej.
Postanowił jednak, że zaryzykuje. W końcu do odważnych świat
należy, czyż nie? Kupił dwa bilety do teatru, uwielbiał go. Sądził, że
Aleksandrze- wrażliwej humanistce również się spodoba.
Z samego rana, zaprosił posterunkową na wspólne wyjście. Ku
jego ogromnej uciesze ona też lubiła teatr, więc bez wahania zgodziła się. Po
romantycznym, wspólnym wyjściu zbliżyli się do siebie. Coraz częściej ze sobą
rozmawiali, jedli razem w stołówce. Przełomem jednak okazał się moment, kiedy
Ola zaprosiła Jacka na kolację do swojego domu. To właśnie tam chłopak zebrał
się na odwagę i wyznał posterunkowej miłość. Na szczęście, jego obawy nie
potwierdziły się, Aleksandra odwzajemniła jego uczucie, zostali parą.
Chłopak uśmiechnął się delikatnie. Tak, ostatni okres jego
życia był zdecydowanie przełomowy.
Wszystko zdawało się układać idealnie. Miał cudowną,
kochającą dziewczynę, dobrą pracę…
Nareszcie wszystko było w porządku.
Z rozmyślań wyrwał go dzwonek telefonu. Wyjmując go z
kieszeni zerknął ukradkiem na ekran. ‘’Tomek’’. Bez wahania odebrał.
-Cześć Jacek… masz jakieś plany na dzisiejszy wieczór?-
zapytał dobrze mu znany, ciepły głos.
-Witam, braciszku! Właściwie, to nie. Ola poszła do
koleżanki, a ja włóczę się po mieście- zaśmiał się Jacek, zastanawiając się,
czego może chcieć jego brat.
-To świetnie składa! Może przyszedłbyś do nas na kolację?
-Właściwie, czemu nie. Chętnie wpadnę. Kiedy?- spytał Jacek
- Może za godzinę?- zaproponował Tomek
-Za godzinę? W porządku,
w takim razie do zobaczenia
-Tylko się nie spóźnij- odparł ironicznie Tomek
-Dobrze, mamusiu- zaśmiał się Jacek. Jego brat był
zdecydowanie zbyt sztywny.
Mężczyzna skierował się w kierunku ulicy Jaśminowej, tam,
gdzie mieszkał jego brat.
~~~~~~~~
Witam w pierwszym rozdziale!
Potraktujcie go jako swego rodzaju wstęp do dalszej
historii.
Przybliżyłam wam nieco moją wersję historii Jacka. Niestety,
w serialu nie mamy o nim żadnych informacji. Jest jednym z głównych bohaterów,
a nie wiemy nawet ile ma lat xD
Cóż , mam nadzieję, że rozdział wam się spodobał. Jeśli tak,
byłabym wdzięczna, gdybyś zostawił\a komentarz. Jeśli się nie podobało- również
napisz i powiedz co konkretnie. Postaram się to zmienić.
Do zobaczenia w następnym rozdziale~!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)