~Rozdział V~
W tym samym czasie, dom Tomka
-Tak, wiem…-w tej
chwili jego głos się urwał, połączenie zostało przerwane.
-Jacek…Jacek?!Słyszysz
mnie?-krzyczał Tomek.
Po kilku bezowocnych próbach ponownego dodzwonienia się do
Jacka Tomek w końcu przestał.
W jego głowie brzmiała tylko jedna myśl. Coś się stało.
A co jeśli…
Blady jak ściana Tomek spojrzał tępym wzrokiem w przestrzeń,
a w jego oczach niemalże natychmiast pojawiły się łzy. A co
jeśli…
Mężczyzna potrząsną głową. Nie, to pewnie jakieś kłopoty na linii, wszystko jest w porządku. Musi
być.
Nagle, niczym oparzony wybiegł z przedpokoju, wchodząc do
pokoju gościnnego. Siedziała tam jego żona i córeczka, wyglądało na to, że
razem świetnie się bawią, oglądając kreskówki.
Na głośny stukot kroków obydwoje obrócili się, jednak nie
widzieli już tego samego spokojnego i opanowanego człowieka. Tomek wyglądał,
najłagodniej mówiąc, źle. Był bardzo blady, roztrzęsiony, oddech miał nierówny
i ciężki, wyglądał niczym maratończyk, który przed chwilą przekroczył linię
mety.
Julia wstała z fotela i z troską w oczach podeszła do męża.
-Nie wyglądasz za dobrze… coś się stało, źle się
czujesz?-spytała kobieta.
Spojrzał na nią z niepewnością. Czy był sens, by jej o tym mówić? Raczej tak, w końcu to też jej
sprawa.
Wziął głęboki, drżący oddech i opowiedział jej wszystko.
Julia słuchała go z uwagą co jakiś czas marszcząc brwi i cicho przytakując.
Po kilku minutach wyjaśnień Tomek spojrzał na kobietę. Miał
nadzieję, że mu pomoże, doradzi, tak jak to robi zwykle.
-Próbowałeś potem do niego dzwonić?-zapytała cicho pogrążona
w swoich myślach Julia.
-Tak, oczywiście, ale nie odbiera!
Po chwili uniosła głowę, a w jej oczach na powrót pojawiła
się znajoma pewność siebie.
-W takim razie uważam ,że powinieneś pojechać do mieszkania
Jacka. Może nie potrzebnie panikujesz, a on już dawno siedzi w domu?-
zasugerowała delikatnie, a mąż jedynie spojrzał na nią z gniewem.
-Oczywiście nie myślę, że zbędnie panikujesz, ale moim
zdaniem za szybko wyciągnąłeś wnioski-poprawiła się szybko Julia. Dobrze
wiedziała, że Tomek nie lubi, gdy ktoś, a szczególnie ona wytyka mu błędy i
przeoczenia. To między innymi było częstym tematem ich kłótni.
Jednak tym razem Tomek kiwnął jedynie głową, nie miał czasu
na zbędne rozmowy.
Nagle Julia przypomniała sobie coś, co przez nieuwagę
przeoczyła. Uderzyła się w czoło, to było
tak oczywiste!
-Dzwoniłeś do Oli? Przecież ona na pewno wie, gdzie jest
Jacek!- wykrzyknęła uradowana kobieta, to mogło być rozwiązaniem ich problemu!
Tomek jednak spojrzał na nią ponuro.
-Z tego co wiem, każdy poszedł w swoją stronę, więc to
raczej niemożliwe, by Ola wiedziała, gdzie jest Jacek-odparł mężczyzna. W tym wypadku pozostało mu tylko
jedno rozwiązanie.
-Masz rację, pojadę do niego. Zaraz zadzwonię też do Oli,
niech pojedzie ze mną-oświadczył Tomek wstając i kierując się po kurtkę. Julia
poszła za nim.
Gdy skończył się ubierać żona podeszła do niego i mocno go
przytuliła.
-Wszystko jest
porządku. Na pewno nic mu nie jest i siedzi już w domu.-szepnęła mu do
ucha ciepłym głosem. Zadziałało to niezwykle pokrzepiająco, gdyż Tomek od razu
się uśmiechnął i pewnie wyszedł z domu, kierując się do samochodu.
Po kilku minutach drogi wyjął telefon i zadzwonił do Oli.
Opowiedział jej po krótce wszystko co się zdarzyło. Lekko zaniepokojona
dziewczyna obiecała, że pojedzie z nim do mieszkania chłopaka.
Około pół godziny zajęło mu dojechanie do mieszkania Ola.
Dziewczyna już tam stała, czekała na niego. Wyglądała na przejętą, jednak
starała się tego nie okazywać.
Podeszła do samochodu i weszła do środka, witając się.
-Cześć, Tomek. Myślisz, ze coś mogło się stać?-posterunkowa
zaczęła bez owijana w bawełnę.
Bała się o swojego
chłopaka, a z poważnego tomu jego brata mogła wywnioskować, że rzeczywiście coś
mogło mieć miejsce.
-Nie wiem, Ola. Z jednej strony może to tylko moje urojenia,
a z drugiej…jeśli naprawdę cos się stało, a ja nie zareagowałbym, nie
wybaczyłbym sobie tego…-rzekł zrezygnowanym głosem.
Za wszelką cenę nie
chciał pokazywać dziewczynie tej wielkiej więzi jaka łączyła go z bratem. Tak
naprawdę nie wiedział czemu, policjantka wydawała się być porządna.
-No dobrze, jedźmy już.-ucięła rozmowę Ola.
Przez całą drogę jechali w ciszy, nikt nie miał ochoty na
rozmowę.
Po około godzinie dojechali do mieszkania Jacka. Wspięli się
po schodach, a po kilku chwilach stali już pod mieszkaniem 25, należącym do dyżurnego.
Ola wystąpiła na przód i pewnie pociągnęła za klamkę, jednak
drzwi nie ustąpiły. Dziewczyna spojrzała na Tomka, który wydawał się być coraz
bardziej przejęty.
-To jeszcze o niczym nie znaczy, może wyszedł na zakupy, albo coś…-starała się go pocieszyć, jednak sama straciła całą swoją pewność. Dobrze wiedziała, że o tej godzinie Jacek nie rusza się z domu nawet na krok.
W pewnym momencie rozległ się dzwonek telefonu Oli. Wyjęła go z kieszeni i spojrzała na wyświetlacz. Nie znała tego numeru, jednak mimo wszystko odebrała.
-Posterunkowa Aleksandra Wysocka, słucham-przedstawiła się formalnie Ola. Nie miała ochoty na rozmowy, ale być może to ktoś z pracy.
-Cześć, z tej strony Maciek, z drogówki, pamiętasz? Piliśmy kiedyś razem kawę na stołówce.
Nagle Ola przypomniała sobie niskiego, szczupłego chłopaka o burzy rudych włosów.
-Ach, cześć, Maciek… posłuchaj, nie mam teraz czasu rozmawiać, może zdzwonimy się później?-spytała zrezygnowana posterunkowa. To naprawdę nie był czas na tego typu rozmowy.
-Nie, nie, ja w innej sprawie! Jesteś dziewczyną Jacka Nowaka, prawda?-spytał szybko Maciek.
Serce Oli na chwile zamarło, jednak przytaknęła.
-Otóż mam dla ciebie wiadomość. Na ulicy Herberta kilka godzin temu miał miejsce wypadek, a z tego co mi wiadomo, poszkodowanym był właśnie Jacek. Spowodowane to zostało najprawdopodobniej przez śliską nawierzchnię. Na szczęście jakiś kierowca wezwał pogotowie i został przewieziony do szpitala-tu Maciek zatrzymał się.
Wiedział, że tego typu wiadomości działają niczym grom z jasnego nieba dla najbliższych poszkodowanego. Dał Oli chwilę na przyswojenie sobie tej informacji.
-Wiadomo co z nim?-po dłuższym momencie odezwała się posterunkowa.
Głos miała słaby, jednak za wszelką cenę starała się dowiedzieć o szczegółach zdarzenia.
-No i tutaj właśnie mam dla ciebie smutną wiadomość. Otóż inna ekipa rozmawiała już z lekarzami. Robili wszystko, co w ich mocy, ale niestety…
~~~~
Witam w rozdziale piątym!
Postanowiłam rozwinąć nieco wątek poszukiwań i reakcji Oli i Tomka. Zawsze to nieco bardziej
ciekawe, niż zwykle i proste ‘’Ola i Tomek szukali Jacka w jego mieszkaniu,
jednak ono okazało się puste’’, czy coś w tym stylu xD
Niestety, taki już
mój styl. Rozwijam każdy wątek , staram się przekazywać go Wam jak najbardziej
obrazowo.
No cóż…jak myślicie, jaką wiadomość ma dla Oli Maciek? Czy
to już koniec?
Kolejny rozdział pojawi się, miejmy nadzieję, w weekend.
Zmieniłam również nieco wygląd bloga.Jak wam się teraz podoba?
Zmieniłam również nieco wygląd bloga.Jak wam się teraz podoba?
Pozdrawiam wszystkich serdecznie! ^^
~~~~~
Nie nie nie!!! Jackowi nie mogło sie coś stać... On z tego wyjdzie... Bo wyjdzie prawda?
OdpowiedzUsuńSuper opowiadanie
Alicja
*Oddalam to pytanie xD*
UsuńDziękuję bardzo ^^
Opowiadanie cudowne , mam nadzieję ze Jacek z tego wyjdzie?
OdpowiedzUsuńCzekam na next . Pozdrawiam i życzę weny Ela
Dowiemy się tego w następnym rozdziale c;
UsuńDziękuję,również pozdrawiam ^^
Świetne opowiadanie. Ale niestety... nie dowiedzieli się niczego o stanie Jacka??
OdpowiedzUsuńCzekam na next.
Pozdrawiam i życzę weny.
żabka
O szczegółach dotyczących stanu Jacka dowiemy się w następnym rozdziale ^^
UsuńDziękuję,pozdrawiam c;
Może po prostu nie mogli przyjąć Go do najbliższego szpitala i pojechali z Nim do jakiegoś szpitala, gdzieś dalej (moja pierwsza myśl) Ja osobiście lubię jak jakiś wątek jest rozwinięty (wtedy jest więcej szczegółów xD) Wygląd bloga świetny <3
OdpowiedzUsuńNiestety,nie w tym rzecz,ale bardzo fajnie kombinujesz c;
UsuńDziękuję bardzo ^^
Świetne opowiadanie mam nadzieję że Jackowi ni nie będzie
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i czekam na next Magda
Dziękuję bardzo,również pozdrawiam c;
Usuń