niedziela, 14 lutego 2016

Miniaturka z okazji Walentynek


~Miniaturka z okazji Walentynek~

-Nowak! To już trzeci raz w tym miesiącu! Masz coś na swoje usprawiedliwienie?- spytała niecierpliwie dyrektorka- starsza pani o siwych włosach i iście diabelnym charakterze.
Jacek Nowak- chłopak, o którym była mowa wzruszył tylko ramionami i przybrał jedną ze swoich najbardziej bezczelnych min.
Sam nie wiedział, o co właściwie ta cała awantura. Zakleił drzwi Sali głównej gumą do żucia. Wielkie mi halo! Sama dyrektorka często powtarza, że śmiech to zdrowie, a to w końcu jest liceum, nie podstawówka! Ciekawe w jaki inny sposób, według niej , można się dobrze zabawić.
Kobieta, nieźle już zdenerwowana podejściem Jacka zaczęła przemawiać do niego głosem delikatnym i łagodnym, głosem, który zwiastował nieuchronnie zbliżające się kłopoty. Podeszła bliżej swojego biurka, odruchowo głaszcząc przy tym kota wylegującego się na bawełnianym dywaniku. Zwierzę zamruczało jedynie przez sen i powróciło do wcześniej wykonywanej czynności.
-Jak już wcześniej wspomniałam, to już trzeci taki twój wybryk w tym miesiącu. Myślisz, że tego typu żarty komuś zaimponują? Mylisz się- stwierdziła tym samym, jedwabistym głosem. W jej oczach czaił się gniew.
-No, nie sądzę. Robię to, co sprawia mi przyjemność. Zapomniała pani już o tej swojej słynnej dewizie? Chwileczkę, jak to szło… ‘’śmiech to zdrowie’’ nieprawdaż?- odrzekł Jacek, zanim zdążył ugryźć się w język.
Nie było sensu wchodzić w dalsze dyskusję z tą kobietą, ale skoro już zaczął, to wypadałoby skończyć. Zresztą, może być ciekawie. Spojrzał na nią, wyszukując  reakcji.
Dyrektorka poczerwieniała na twarzy i zacisnęła usta w cienką linię. Widać było, że jest już na skraju wytrzymałości.
-Owszem, ale   twój dzisiejszy ‘’żart’’ powstrzymał ruch całej szkoły, opóźnił apel, który miał się odbyć właśnie w Sali głównej, narobił sporo kłopotów personelowi szkoły. Masz mi coś do powiedzenia?- spytała już nieco uspokojona.
W jej oczach dosłownie można było wyczytać niemą prośbę ‘’powiedz: przepraszam’’. Jednak nic takiego nie nastąpiło.
Jacek założył jedynie nogę na nogę i z charakterystyczną dla niego bezczelnością uniósł dumnie głowę, patrząc prosto w oczy dyrektorki.
-Moim zdaniem nic takiego się nie stało. To był tylko chwilowy kryzys, a przynajmniej było przy tym troszkę śmiechu.
Kobieta cofnęła się  patrząc z zaskoczeniem na Nowaka. Widać było, że nie spodziewała się takiej odpowiedzi. Jednak już po chwili odzyskała swoją pewność. Stała się jeszcze bardziej czerwona, zacisnęła szczęki i stała tak przez chwilę, próbując się uspokoić. Jednak nie było jej to dane.
-Mogę już iść? Obawiam się, że mam lekcję- zasugerował delikatnie Jacek.

Jak on uwielbiał doprowadzać ją do tego stanu… ulubione szkolne hobby.
-Jeszcze nie skończyłam!- wydarła się dyrektorka.
Jacek spojrzał na nią z niejakim zaskoczeniem. Nigdy wcześniej nie słyszał, żeby ta kobieta potrafiła wydawać  z siebie tak wysokie dźwięki.
Świadomy zbliżającej się reprymendy spuścił ze zrezygnowanemu wzrok, wpatrując się w swoje lekko już przetarte, czarne spodnie. Zaczęło się.
-Pracuję tu już naprawdę długo i w całej historii tej szkoły nigdy, powtarzam, nigdy nie spotkałam takiego ucznia, jak ty! Jesteś bezczelny, niewychowany i cwaniakowaty! Myślisz, że jesteś lepszy. Otóż wyprowadzę cię z błędu- nie jesteś!
Jacek wstawał już ze szkolnego stołka, nie słuchając zbytnio kobiety. Wiadomo było, że chodzi o to samo. Chciał skierować się już do wyjścia, jednak jej wrzask go powstrzymał.
-Stój, jeszcze nie skończyłam! Myślisz, że nadal będziesz bezkarny? Nie! Siadaj, zastanowimy się, jakie zadanie ci przydzielić!- orzekła z triumfem dyrektorka siadając na swoim czerwonym, pikowanym fotelu. Zmęczyła się całą tą gadaniną, oddychała ciężko. Jednak widać było, że nieco jej ulżyło.
Nowak dla świętego spokoju postanowił usiąść. Jeśli dyrektorka myśli, że prace społeczne, czy zbieranie śmieci go zniechęcą, to  się grubo myli.
-Jak dobrze wiesz w naszej szkole za kilka dni odbędą się walentynki…-zaczęła spokojnie
-Tia, może mam zostać Romeem na szkolnym przedstawieniu?- odgryzł się z ironią Jacek. To może być znacznie ciekawsze, niż standardowe pielęgnowanie ogródka, czy wynoszenie śmieci.
-Nie przerywaj mi! Powracając, mamy przygotowane już wszystko, prócz Sali, w której ma się odbyć bal. Niestety, mamy bardzo mało chętnych do tego zadania. Wchodząc w szczegóły, jest to tylko jedna uczennica. Chcę, żebyś pomógł jej przystroić to miejsce. Wszystkie dekoracje znajdują się w środku, jednak z racji tego, że to wydarzenie już blisko, Ola może sobie z tym wszystkim nie poradzić…
Tutaj Jacek na chwile się zatrzymał. O jaką Olę może chodzić? W głowie ‘’przewinął’’ sobie wszystkie znane mu Aleksandry i zastanawiał się, która byłaby na tyle durna, by dobrowolnie zgłosić się do pomocy. Po chwili oświeciło go. No tak, Ola Wysocka z II D. Wzorowe dziecko, pilna uczennica z wybitnymi ocenami. Już wyobrażał sobie, jak będzie wyglądał ich wspólna praca.
-… co ty na to?- do jego świadomości znów dotarł głoś dyrektorki.
Miał świadomość, że ona mu tego nie odpuści i mimo, że absolutnie nie miał ochoty na dobroczynne pomaganie musiał się zgodzić. Pokiwał milcząco głową. Nie było sensu się odzywać.
-Bardzo dobrze! Ola powinna czekać na ciebie zaraz po lekcjach- tu zerknęła na swój mały zegarek
-Nasza rozmowa się nieco przedłużyła… cóż, myślę, ze możesz udać się już pod salę gimnastyczną, a nowa koleżanka zaraz do ciebie dołączy.
Jacek bez słowa wyszedł z gabinetu, zabierając swoją czarną, skórzaną torbę. Szykuje się ciekawe popołudnie.
Sam nie wiedział czego się spodziewać, jednak jego wyobraźnia mimowolnie zaczęła działać. Sądząc po tym, że Ola miała opinię nienagannej uczennicy to pewnie była to niska, drobna dziewczynka z długimi włosami związanymi w kok, ubierającą się w długie spódnice i stare swetry. No tak, opis większości kujonów tej szkoły. Nawet nie śniła mu się owocna współpraca i długoletnia przyjaźń.
On, chłopak, który ma wizytę u dyrektorki średnio dwa razy w miesiącu, niezbyt dobrze uczący się, mający styl typowego ‘’złego chłopca’’ i… ona.
Przez swoje rozmyślania nawet nie zauważył, że dotarł przed drzwi Sali gimnastycznej, które u jego zdziwieniu były lekko uchylone. Nie zastanawiając się wiele wszedł do środka. Tam krzątała się jakaś dziewczyna. To pewnie była Olka. Na dźwięk stukotu jego butów odwróciła się gwałtownie na pięcie, wytrącając karton, który akurat trzymała. Chłopak westchnął ciężko i pochylił się, by pomóc dziewczynie pozbierać rzeczy, które z niego wypadły.
-Jestem Ola, nie znaliśmy się chyba wcześniej. Wygląda na to, że będziemy razem pracowali-przedstawiła się dziewczyna.
 Miała całkiem ładny głos. Taki… melodyjny. Przypominał mu drozda. Jednak nie dał się zwieść pozorom i nałożył swoja typową maskę chłodnego i bezuczuciowego nastolatka.
-No i...?- odrzekł sucho. Mamy pracować, a nie rozmawiać!
-Zawsze jesteś taki miły? –odgryzła się Olka.
Zupełnie nie spodziewał się takiej odpowiedzi. Nie od niej. Nie od dziewczyny, która na wywiadówce zawsze jest chwalona publicznie przez wszystkich nauczycieli za wzorowe zachowanie i nienaganną kulturę.
Uniósł głowę i przyjrzał się jej dokładnie, pierwszy raz od chwili, kiedy ją zobaczył. Oczy rozszerzyły mu się z zaskoczenia, ale zaraz po tym pojawiły się w nich ciepłe błyski.
Ona było…piękna. To jedyne słowo, jakie przychodziło mu w tej chwili na myśl. Zupełnie różniła się od jego wyobrażeń. Miała krótkie, kasztanowe włosy i cudne, błękitne oczy. Była niska, szczupła, wyglądała jak mała, porcelanowa laleczka. Krucha i delikatna…
Zdał sobie sprawę, że trochę za długo się na nią gapi. Szybko odwrócił wzrok i wymyślił pierwszą lepszą odpowiedź, jaka przyszła mu do  głowy.
-Szczególnie dla nowych, jestem Jacek.
Uśmiechnęła się. Zrobiła to tak pięknie… zaraz, co się ze mną stało? Przecież to tylko zwykła dziewczyna, taka, jakiej są dziesiątki! Jednak Jacek poczuł, że ona była wyjątkowa i niepowtarzalna.
Porozmawialiśmy jeszcze chwilę, absolutnie o wszystkim. O muzyce, stylu, szkole. Przy okazji cały czas pracowaliśmy, przez co zwykła sala gimnastyczna zaczęła mienić się blaskiem kolorowego brokatu i słodkimi serduszkami. Jeśli dalej tak pójdzie, to powinniśmy skończyć nawet i jutro.
Cały czas minął nam jak kilka sekund.  Nim się spojrzeli była już 20.00
-Ranny, jak już późno! Powinniśmy iść do domu-stwierdziła Olka. 
Wtedy właśnie chłopak zdobił coś, czego nikt by się nie spodziewał. Zbliżył się do Olki.
-Masz rację, jest już późno, niebezpiecznie. Może… może mógłbym się odprowadzić?-zapytał Jacek. Przeklął się w myślach za swoją niepewność. W pewnym momencie zadrżał mu głos. Boże, zgódź się ,błagam!
Dziewczyna spojrzała na niego z zaskoczeniem, a  zaraz potem zaśmiała się.
-Jasne, czemu nie.
Jacek niezauważalnie głęboko odetchnął z ulgą.  Wyszli z Sali, kierując się do wyjścia. Olka mieszkała spory kawałek od szkoły, dlatego mieli jeszcze dużo czasu, by rozmawiać w trakcie drogi.
-Wiesz, bardzo miło spędziłam dzisiejszy czas. Bardzo dobrze mi się z tobą współpracowało- orzekła z dziwnym, nostalgicznym uśmiechem.
Jacek zatrzymał się nagle z zaskoczenia. Spojrzał na dziewczynę dziwnym wzrokiem. Czy to możliwe żeby ona? Czy ona też… zakochał się w nim? Sam nie wiedział, co o tym wszystkim myśleć. Ale czy on też ją kocha? To bardzo dziwne uczucie. Nidy nie czuł czegoś takiego do żadnej wcześniejszej dziewczyny, ale czy to naprawdę była miłość? Czy tylko niczym nie uzasadnione zauroczenie?
-Jacek? Coś się stało?-spytała ze zmarszczonymi brwiami dziewczyna. Jacek zdał sobie sprawę, ze zbyt długo stał w miejscu wpatrując się na nią z zaskoczeniem.
Gdzie podziała się jego maska chłodnego i opanowanego złego chłopca? Co się z nim dzieje? Co ta dziewczyna z nim zrobiła?
Nagle usłyszeli za sobą donośny, męski krzyk. Odwrócili się i zobaczyli starszego mężczyznę zbliżającego się do nich.
Olka nagle zbladła i zdążyła tylko wyszeptać: ‘’tato…’’. Jacek spojrzał na nią ze strachem. No tak, jeszcze tylko jej ojca tu brakowało!
Ojciec dziewczyny zatrzymał się przed nimi.
-Ola! Wiesz, która jest godzina? Gdzieś ty się szwendała! I kim jest ten chłopak?!-wydarł się, wskazując palcem na Jacka.
Chłopak próbował się wytłumaczyć, jednak mężczyzna nie dał mu dojść do głosu. Jacek spojrzał na Olkę, próbując znaleźć w niej wsparcie, ale dziewczyna wyglądała na przerażoną. Widocznie nie była przyzwyczajona do takich reprymend ze strony ojca.
Jacek wystąpił krok przed dziewczynę i niemal przekrzykując mężczyznę próbował złożyć mu wyjaśnienia.
-Proszę pana, jestem kolegą ze szkoły Olki, dyrektorka poprosiła nas, żebyśmy zostali po lekcjach, żeby udekorować salę na walentynki i po prostu zasiedzieliśmy się trochę- rzekł bezradnie chłopak. Sam nie wiedział, czy mu uwierzy. Ale musiał spróbować, bo mógłby on potem próbować wyżywać się na Aleksandrze.
-Nie obchodzi mnie co tam robiliście! Ola, zawiodłem się na tobie. Chodź, idziemy do domu. A ciebie chłopce, nie chcę widzieć w towarzystwie mojej  córki!-wykrzyczał w stronę chłopaka. Ten patrzył jedynie bezradnie, jak mężczyzna pcha swoją córkę w stronę domu. Spojrzał na nią po raz ostatni. Powiedziała do niego : dziękuję.
Kompletnie rozbity emocjonalnie Jacek postanowił wrócić do domu. Wypyta o to wszystko Olkę jutro, w szkole.
*Nazajutrz. Sala gimnastyczna, godzina 15.00*
Oli nadal nie ma. Jacek bał się, że ojciec zabroni jej tu przychodzić, nałożył na nią szlaban lub coś w tym stylu. Jednak nie tracił nadziei. Cicho wierzył ,że dziewczyna wyrwie się i jednak przyjdzie. Musiał koniecznie z nią porozmawiać o wczorajszym wybryku.
Po kilki minutach Aleksandra przyszła do Sali gimnastycznej, z uśmiechem witając się z Jackiem. Nie takiej reakcji się spodziewał.
-Ola… musimy porozmawiać. O tym, co się stało wczoraj-zaczął poważnie Jacek. Koniecznie chciał to wyjaśnić  z dziewczyną.
-Ach, o to chodzi… jest mi naprawdę bardzo przykro, że tak się na tobie wyżywał, ale to nie była twoja wina. Zresztą, w domu mu wszystko wyjaśniłam, już wszystko w porządku -wyjaśniła uspokajająco Olka.
Przez chwilę żadne z nich nie wspominało o tym temacie. Zapadł niezręczna cisza.
Ola nachyliła się nad jedną z drewnianych skrzynek, z łatwością unosząc ją w górę.
-Musimy przenieść je do Sali numer dwadzieścia-poinformowała  kierując się w stronę schodów.
-To moja wina-odrzekł nagle Jacek, gwałtownie zatrzymując się na środku drogi.
Olka musiała uważać, żeby na niego nie wpaść. Stali teraz naprawdę blisko siebie.
-Może nie powinienem odprowadzać cię wtedy do domu. Wydaje mi się, że twój ojciec nie może zaakceptować tego, że się do ciebie zbliżyłem…-stwierdził w zamyśleniu Jacek
Dziewczyna lekko się wahając złapała jego dłoń.
-Nie przejmuj się już tym. Wszystko już jest dobrze- powiedziała swoim pięknym, melodyjnym głosem.
Jacek patrzył na nią przez dłuższą chwilę bez słowa.
Stali tak, bardzo blisko siebie, a cisza pomiędzy nimi zaczęła się przedłużać.
Nagle Jacek pochylił się delikatnie nad Olą, łapiąc jej podbródek. Spojrzał jeszcze w jej piękne, błękitne oczy i złożył na jej ustach namiętny pocałunek, jednocześnie delikatny i czuły.
Dziewczyna spojrzała na niego z zaskoczeniem , jednak nie opierała się. Po tej magicznej chwili oderwali się od siebie, nadal patrząc sobie głęboko w oczy.
-Powinniśmy już iść, prawda?-spytał Jacek nienaturalnym, ciepłym głosem.
-Tak, powinniśmy- rzekła w zamyśleniu Ola.
Jednak zamiast ruszyć dalej, przywarła do jego piersi i wyszeptała cichutko:
-Kocham cię, Jacek.
Chłopak bez słowa przytulił ją do siebie i rzekł jedynie:
-Ja też cię kocham.


~~~~~
Wszystkiego najlepszego z okazji walentynek, kochani czytelnicy!
Proszę bardzo, tutaj obiecana wczoraj miniaturka.
Jak podobało się wam przedstawienie Oli i Jacka w szkole i zupełnie innych rolach?
Kolejny rozdział podstawowej opowieści powinien pojawić się niedługo c;
Tymczasem, miłego święta zakochanych i do następnego! ^^
~~~~~

11 komentarzy:

  1. Urocza miniaturka.
    Pozdrawiam.
    Mała. ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Ooo jaka cudowna miniaturka <3 taka zabawna :) z tą gumą do żucia no po prostu mistrzowski pomysł. Myślałam że pęknę ze śmiechu. I te zachowanie Jacka względem nauczycielki. Super hehe
    Świetne wykonanie, taki orginalny pomysł. Bardzo bardzo mi się podobało :)
    Pozdrawiam i życzę weny
    żabka ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo <3
      Jacek właśnie tak mi się kojarzy,jako młody buntownik,który olewa wszystko.
      Ale ktoś,lub coś zwykle zmienia takich ludzi i tak stało się również i w tym przypadku.
      Bardzo dziękuję za opinię i cieszę się,że ci się podobało c;

      Usuń
  3. Cudowna miniaturka.
    Zapraszam na mojego bloga.
    Policjantkiipolicjanci-olaijacek.blogspot.com
    Pozdrawiam i życzę weny.
    S.t.o.

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudowna miniaturka
    Pozdrawiam i życzę weny Magda

    OdpowiedzUsuń
  5. Zajebiaszcza miniaturka :)
    Chcę więcej takich!
    Pozdrawiam
    Paulina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aww...dziękuję bardzo!
      Postaram się,żeby przyszłe miniaturki były równie dobre c;

      Usuń
  6. Extra miniaturka taka cudowna . Pozdrawiam Ela

    OdpowiedzUsuń