niedziela, 31 stycznia 2016

Rozdział IV

~Rozdział IV~

-Ale…zamieszkajmy razem! Moglibyśmy wprowadzić się do mnie, mieszkanie jest dosyć duże dla dwóch osób…
Ola patrzyła na niego bez słowa, z zaskoczeniem w oczach. Całkowicie nie spodziewała się takiego pytania. Przecież spotykała się z Jackiem dopiero od kilku tygodni! Kochała go, owszem, ale na taką decyzję było po prostu za szybko.
Zastanawiała się, jak w marę delikatnie przekazać mu tę informację. Nie chciała ranić uczuć chłopaka, jednak on też musiał ją zrozumieć…
Aleksandra spojrzała na Jacka nieśmiało, nadal milcząc. Chłopak spodziewał się odpowiedzi. Widział ją w jej oczach.
-Posłuchaj…-zaczęli jednocześnie, po chwili jednak milknąc, czekając wzajemnie na kolejny ruch.
-Zacznij pierwsza-powiedział Jacek. Może jednak…
-Jacek, wybacz, ale ja nie jestem jeszcze na to gotowa. Kocham cię, jednak wspólne mieszkanie to dla mnie, na chwile obecną, zbyt wiele-spojrzała na chłopaka, oczekując reakcji. Uśmiechnęła się też delikatnie, próbując rozładować sytuację, która stała się nieco napięta.
Jacek przez chwilę patrzył na nią nie okazując żadnych uczuć, jednak po chwili uśmiechnął się ciepło.
-Nic nie szkodzi, rozumiem.- powiedział, trzymając ją za delikatne dłonie.
Z jednej strony czuł żal, z drugiej-rozumiał posterunkową. Być może zbyt szybko podjął tą decyzję. Nie było sensu drążyć dalej tego tematu. Przecież nie wszystko stracone! Może kiedyś jeszcze zamieszkają razem.
Obydwoje uśmiechnęli się. Atmosfera na powrót stała się luźna i swobodna.
Znów zaczęli rozmawiać, tak jakby tamto pytanie nigdy nie padło. Jacek był za to bardzo wdzięczny posterunkowej, która zręcznie unikała tego tematu.
Po długich minutach wspólnej rozmowy dziewczyna spojrzała na zegarek.
-Późno już, a jutro mamy służbę. Powinniśmy się zbierać.
Obydwoje wstali i trzymając się za ręce skierowali się do wyjścia.
Jacek przytulił Olę . Stali tak w milczeniu, kiedy chłopak nagle odwrócił się, patrząc dziewczynie prosto w oczy.
-Dziękuję, że jesteś-wyszeptał cicho Jacek, nadal patrząc jej w oczy.
Ona uśmiechnęła się jedynie i mocniej do niego przytuliła. Po tym pożegnaniu oboje skierowali się w swoje strony- Jacek do swojego samochodu, Ola do czekającej na nią taksówki.
Chłopak usiadł za kierownicą swojej czarnej Hondy. Westchnął, chowając twarz w dłoniach.


To nie tak miało być…
Zawiódł się. Nawet nie starał się  ukrywać, że decyzja posterunkowej zawiodła go, jednakże postanowił, że da jej więcej czasu. Szczególnie biorąc pod uwagę przeszłość jej poprzednich związków. Ola nigdy nie zaznała szczęścia w miłości, chociażby z Szymonem, który okazał się być narkomanem. Nie chciał naciskać, jak nie, to nie. W jakimś stopniu rozumiał również jej niepewność .Z pewnością trudno było jej zapomnieć o ciężkich chwilach, a on poprzysiągł sobie, że będzie dla niej wsparciem i oparciem w każdym momencie.
Chłopak potrząsnął głową, próbując pozbyć się dręczących go myśli. Odpalił samochód i wyjechał z parkingu restauracji.
Pogoda była dosyć nieciekawa. Przejmujący chłód dawał o sobie znać, od kilku minut obficie padał deszcz. Na drogach było niebezpiecznie, należało zachować szczególną ostrożność.
Jackowi udało się na chwilę oderwać od ciężkich myśli. Jechał powoli niezbyt zatłoczoną ulicą, wsłuchując się w skoczną melodię nieznanej mu piosenki ,dobiegającej z radia.
Po kilku minutach jazdy usłyszał dobrze znany dźwięk jego telefonu. Natychmiast wyjął go z kieszeni, zerkając na ekran. To był jego brat.
-Słucham?-mruknął ze zrezygnowaniem. Nie miał teraz ochoty na braterskie pogaduszki.
-I jak, jak? Zgodziła się?- pytał zaaferowany Tomek. Wydawał się być bardzo przejęty tą sytuacją. Zresztą, to on zaproponował, żeby Jacek zabrał ją właśnie do tej restauracji. Jego ulubionej.
-A jak ci się wydaje?-odpowiedział pytaniem młodszy z braci, używając tego samego, znudzonego tonu.
-Z twojego głosu wnioskuję, ze raczej się nie udało…-powiedział nieco speszony mężczyzna. Jacek niemal mógł zobaczyć, jak odwraca wzrok i przeczesuje nerwowo ręką włosy. Rob i tak zawsze, kiedy jest zdenerwowany.
-Brawo, Sherlocku!-odparł sarkastycznie. Naprawdę nie miał ochoty na te rozmowę.
-No, spokojnie…zapewne tłumaczyła się tym, że nie jest jeszcze gotowa?-spytał delikatnie.
-Tak, tak…zaraz, skąd ty o tym wiesz?- spytał zupełnie zaskoczony Jacek. Jego brat bez wątpienia był jedną z najmądrzejszych znanych mu osób, ale coś takiego? To nie w jego stylu.
-Nazwijmy to ‘’braterską intuicją’’-zaśmiał się Tomek.
Jacek również się uśmiechnął. Tak, tylko on jest w stanie tak poprawić mi humor.
-Ale wracając do tematu. Jak się z tym czujesz?-jego głos na powrót stał się poważny.
-Dobrze…to znaczy nie, ale nie mam jej tego za złe…- próbował nieporadnie wyjaśnić Jacek.
-Zuch chłopak! Cieszę się, że nie przeżyłeś tego tak bardzo. Przecież nie wszystko stracone! Daj jej tylko trochę czasu.
-Tak, wiem…-w tej chwili jego głos się urwał, połączenie zostało przerwane.
-Jacek…Jacek?!Słyszysz mnie?-krzyczał Tomek. Co mogło się stać?

…..
Pod wpływem ,mokrej nawierzchni samochód zakołysał się bardziej, niż zwykle.
Nagle usłyszałem intensywny pisk.
Grzechot, łomot, trzask, łamanie, kruszenie…
Niczym przez mgłę patrzyłem, jak kierowca sąsiedniego samochodu wysiada, podchodząc bliżej, zatrzymując się na mój widok. Nie mogłem dostrzec jego twarzy, nie widziałem, co wtedy czuje.
Mężczyzna pobiegł w kierunku głównej ulicy, krzycząc coś głośno. Może poszedł wezwać pomoc?
Wątpię, czy jest w stanie zrobić to na czas.
Moje nogi się nie ruszały, nie mogłem poczuć nic obok mojej talii. Nawet jeśli przeżyję teraz, zapewne umrę z powodu utraty krwi.
To boli…to tak bardzo boli!
…dlaczego ten wszechświat jest tak okrutny?
......
~~~~
Czwarty rozdział za nami!
Wiem, że większość osób ma teraz ochotę mnie zabić. Przepraszam. Powiem tylko tyle-nie pisałam, ponieważ obowiązki szkolne całkowicie mnie przytłoczyły. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie.
A co do samego rozdziału-jak wam się podobał?
Końcówka będzie kluczem do czegoś zupełnie innego, ale tu pojawia się pytanie. Czy kierowca zdąży wezwać pomoc? Czy uda się uratować Jacka? Jak na wiadomość o wypadku zareagują Ola i najbliżsi chłopaka? To wszystko już  w następnym rozdziale!
*wiem, teraz brzmię jak Polsat xD*
Do następnego! 
~~~~~

12 komentarzy:

  1. Świetny rozdział (wreszcie się go doczekałam) ;)
    Ja też mam taki zapiernicz ze szkołą, że nie wiem w co ręce włożyć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i jeszcze raz bardzo przepraszam ;(
      Właśnie!A ONI dokładają tego coraz więcej.W szczególności moja ''kochana'' wychowawczyni xD
      Ale jednak trzeba sobie jakoś radzić,życzę ci powodzenia ^^

      Usuń
  2. Coś ty zrobiła? Jak mogłaś. Jacek przeżyje. Mam tylko nadzieje ze bedzie chodzić...
    super opowiadanie.
    kiedy next?
    Alicja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem,wiem...jestem podła xD
      A co do tego,czy Jacek przeżyje i będzie chodzić...dowiesz się w następnym rozdziale,który pojawi się,miejmy nadzieję,w następnym tygodniu c;

      Usuń
  3. Nareszcie rozdział. Tak długo czekałam. Świetne opowiadanie. Oby tylko Jacek przeżył. Z niecierpliwością czekam na next. Mam nadzieję, że szybko się pojawi. Zapraszam do mnie na kolejny rozdział.
    Pozdrawiam i życzę weny.
    żabka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak,wiem,długo mi to zajęło,przepraszam jeszcze raz ;(
      Dziękuję bardzo ^^
      Next powinien pojawić się w następnym tygodniu c:

      Usuń
  4. Opowiadanie rewelacyjne ale czemu koniec w takim momencie . Jeszcze raz bardzo się cieszę że znalazłaś czas żeby napisać . Czekam na next . Pozdrawiam i życzę weny Ela

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ^^
      Dlaczego w tym momencie?
      Bo podobno jestem wredna xD
      Nie ma sprawy,robię to z czystą przyjemnością c;

      Usuń
  5. Świetne opowiadanie
    Pozdrawiam i czekam na next Magda

    OdpowiedzUsuń
  6. Doczekałam się wreszcie rozdziału :) Opowiadanie super. Ale się cieszę :D. Ciekawe jak się to skończy i co będzie z Jackiem.
    Zapraszam do mnie
    Pozdrawiam
    Paulina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak,troszkę mi to zajęło xD
      Dziękuję bardzo,również pozdrawiam c;

      Usuń